Go to ...

Newsy Polska i Świat

Wolne polskie media bez cenzury

Wrzesień 20, 2018

Gdybym znów zakładał rodzinę. John M Drescher


Przedmowa

Ugasiłam pragnienie pijąc z tej książki jakby to była kryształowa szklanka z krystalicznie czystą wodą. Jako kobieta, żona i matka, byłam zachwycona i nie mogłam uwierzyć, że to mężczyzna, mąż i ojciec, napisał w tak piękny sposób o zmianach, których by dokonał w swoim życiu gdyby od nowa zakładał rodzinę. (Czy ma podobnie myślącego brata albo dwóch?)

Rozmawiałam z wieloma kobietami na całym świecie, które chciałyby by ich mężowie przejęli przewodnictwo pod względem psychologicznym i duchowym w ich rodzinach. I ta książka Johna Dreschera może być właśnie owym pierwszym krokiem w tym kierunku dla każdego ojca. W sposób subtelny i z wielką skromnością przekazuje lekcje życia o ojcostwie już przerobione przez jednego mężczyznę, i pokazuje w jaki sposób jego nabyta mądrość może być stosowana przez innych ojców.

Książka Gdybym znów zakładał rodzinę jest skarbem, który z pewnością będzie się wam podobał.

Joyce Landorf

Spis treści

Gdybym znów zakładał rodzinę….

  1. bardziej kochałbym żonę
  2. częściej śmiałbym się z dziećmi
  3. byłbym lepszym słuchaczem
  4. byłbym bardziej uczciwy
  5. przestałbym modlić się za rodzinę
  6. spędzałbym więcej czasu z rodziną
  7. nie szczędziłbym pochwał
  8. częściej zwracałbym uwagę na drobne sprawy
  9. zwiększałbym poczucie przynależności do rodziny
  10. pokazywałbym obecność Boga w codziennym życiu

Wstęp

Czego nauczyły cię doświadczenia wyniesione z własnego życia i z pomagania innym rodzicom? Co powinienem zrobić inaczej? Mam dorastające dzieci. Gdybyś miał również dzieci w tym wieku, jak byś je wychowywał?’

Pewnego dnia te słowa wybuchły prosto z serca ojca siedzącego naprzeciw mnie. Jego oczy błagały o pomoc i widać było, że cierpi z powodu jakiegoś zagubienia i pustki odczuwanych przez ojca, którego syn pobłądził. Mężczyzna czuł, że zawiódł w roli ojca.

Słowa tego mężczyzny utkwiły w mojej pamięci. Mimo, że skierowane były bezpośrednio i otwarcie do mnie, zdałem sobie sprawę, że nie były one słowami tego jedynego ojca, ale były to pytania zadawane przez wszystkich tych rodziców, którzy poważnie traktowali swoją rolę odpowiedzialnego rodzica.

Czego nauczyłem się z moich własnych doświadczeń? Czego nauczyłem się z pomocy jakiej udzielałem innym? Co mówiły mi moja intuicja i uczucia? Na co powinienem zwrócić uwagę gdybym miał teraz wychowywać dzieci? Pytania te natrętnie wracały, przypominając mi różne sytuacje z życia mojej rodziny.

Chcąc pomóc ojcu siedzącemu po drugiej stronie biurka, szybko skreśliłem w paru słowach moją odpowiedź, z biegiem czasu dodając myśli i akapity, choć muszę przyznać, że jak większość doświadczeń życiowych, moje pomysły nie są ani nowe ani wspaniałe, ani też trudne do zapamiętania.

Jednakże są pewne proste sugestie, które mogą polepszyć nasze relacje z dziećmi, uczynić je bardziej znaczącymi, pomóc ukształtować przyszłość naszych dzieci bardziej niż poprzez dokonywanie wielkich rzeczy wymagających nakładu czasu i pomysłów. Są to rzeczy ustanowione przez Boga, tak proste, że każdy rodzic może je stosować kiedy zechce.

W tej książce chciałbym podzielić się właśnie tym spostrzeżeniem: co chciałbym wiedzieć gdybym zakładał rodzinę. I to właśnie jest celem mojej książki. Jeżeli okaże się, że te spostrzeżenia przydadzą się choć w małym stopniu osobom będącym w punkcie zakładania rodziny, mój cel zostanie osiągnięty.

  1. Bardziej kochałbym żonę

Gdybym zakładał rodzinę bardziej kochałbym żonę – matkę moich dzieci, co oznacza, że ciągle pokazywałbym im moją miłość do ich matki. W życiu rodzinnym bardzo łatwo jest uważać miłość za coś oczywistego, ale nawet największą miłość mogą zniszczyć nuda i rutyna.

Po prelekcji jaką miałem z dużą grupą rodziców na temat relacji wewnątrz rodziny, zapytany zostałem przez jednego z ojców: Jeżeli dobrze zrozumiałem, najważniejszym co mogę zrobić dla dziecka jest kochać jego matkę, czy tak? ‘Tak – odpowiedziałem – dobrze zrozumiałeś. I najważniejszą rzeczą jaką matka może zrobić dla dziecka jest kochać swojego męża’.

Dziecko posiadające kochających się rodziców ma zapewnione bezpieczeństwo, trwałość i ciągłość jego rodziny, czyli poznaje życie w możliwie najlepszy sposób, gdyż czuje wielką radość z przynależności do tej rodziny. Dziecko kochających się rodziców nie potrzebuje wyjaśnień o bożej miłości czy piękna współżycia seksualnego. Ono widzi uśmiechających się do siebie z czułością rodziców, uśmiecha się z miłością do nich i do świata. Miłość między rodzicami ogarnia je również, a tym samym przygotowuje do rozpoznania prawdziwej miłości w jego przyszłych relacjach.

Prawdziwa miłość staje się widoczna, więc będę starał się wykonywać drobne rzeczy dla matki mojego dziecka, będę dla niej uprzejmy, będę robił jej małe przyjemności – wręczał kwiaty i drobne prezenty, pisał do niej liściki kiedy będę poza domem, będę trzymał ją za rękę na spacerze w parku czy w lesie, będę szeptał czułe słowa o niej do ucha dziecka, a ono to wszystko z pewnością zauważy.

Będę spędzał z nią więcej czasu. Pamiętam kiedy wychodziliśmy we dwójkę na kolację, koncert czy wieczór nad jeziorem, nasza wzajemna miłość nie była wyłącznie odczuwana przez nas. Po powrocie dzieci czasem dekorowały dom umieszczając w pokoju napis ‘witamy’. One czuły miłość między nami i chciały w niej uczestniczyć.

Pamiętam również czas kiedy dzieci były starsze i widziały nasze zmęczenie, niejednokrotnie mówiły: ‘idżcie sobie, my zostaniemy w domu’.

Teraz widzę wyraźniej jak bardzo dziecko wyczuwa miłość między rodzicami, przez co samo odczuwa miłość i radość życia. I odwrotnie: dziecko żyjące wśród konfliktów rodzinnych lub widzące brak miłości między rodzicami, nawet nie będzie cieszyć się najlepszym zdrowiem.

Teraz wiem również, że jest związek między wzajemną miłością rodziców i miłością, posłuszeństwem i troską dziecka. Kiedy widzi rodziców na spacerze trzymających się za ręce, chce trzymać ich za ręce też, natomiast kiedy widzi ich spacerujących tylko razem, obok siebie, nie ma ochoty na trzymanie ich za ręce.

Wiem, że funkcja bycia rodzicami przemija kiedy dzieci dorastają i opuszczają dom, ale partnerstwo między żoną i mężem pozostaje. Kiedy dba się o to właśnie co pozostaje, nie trzeba będzie martwić się o to co przemija. Jeżeli doznajemy rozczarowania w małżeństwie, to problemy związane z byciem rodzicami stają się prawie nie do pokonania.

Czy to wszystko brzmi zbyt sentymentalnie? Myślę, że wszyscy potrzebujemy dużo więcej uczucia, wydaje mi się, że jest jego za dużo przed, a za mało po ślubie. Jestem pewien, że nie ma nic ważniejszego dla dziecka i przyszłego rodzica od widocznej i odczuwalnej miłości między jego rodzicami.

  1. Częściej śmiałbym się z dziećmi

Gdybym zakładał rodzinę jeszcze raz, śmiałbym się częściej, tak – śmiałbym się z moimi dziećmi. Oscar Wilde napisał: ‘Najlepszym sposobem wychowania dobrego dziecka jest uczynienie go szczęśliwym’. Charles Buxton napisał: ‘Pierwszym obowiązkiem wobec dzieci jest zapewnienie im szczęścia. W przeciwnym wypadku robi się im krzywdę i nic im tego nie wynagrodzi’.

Teraz widzę, że wiele razy i zbyt często byłem zbyt poważny. Podczas gdy moje dzieci lubiły się śmiać, ja, zbyt często okazywałem im, że bycie rodzicem było sprawą poważną i nawet w pewnym stopniu bolesną. W wielu rodzinach, podobnie jak w mojej, zanikała ochota na zabawę i śmiech.

Pamiętam okazje kiedy śmiałem się z dziećmi opowiadającymi śmieszne historyjki za szkoły, robiącymi sobie i mnie przeróżne psikusy, zadającymi śmieszne pytania czy zagadki w domu czy w ogrodzie, pamiętam również, że po wielu latach te właśnie wesołe okazje były wspominane najczęściej. Świadczy to o tym, że były one najdłużej zapamiętywane i później przypominane również na wesoło. Zdaję sobie sprawę, że te wesołe, pełne szczęścia historyjki z dzieciństwa scalały i nadal scalają naszą rodzinę, bo kiedy śmiałem się z dziećmi, nabieraliśmy ochoty zarówno do wspólnej zabawy, jak również do wspólnego działania.

Pamiętam ile było śmiechu w aucie kiedy podróżowaliśmy przez Nebraskę. Byliśmy tak zrelaksowani, że upominanie dzieci było zupełnie zbyteczne. Temperatura była 34 C gdy zatrzymaliśmy się na lunch w pięknym miejscu przy małym wodospadzie. Po posiłku dzieci zaczęły tak się bawić i chlapać w strumyku, że zbliżyły się do wodospadu i w końcu jedno poślizgnęło się i wpadło do wody. Ubranie zupełnie mokre. Potem następne – znowu całe mokre. Śmialiśmy się cały czas. W końcu przemoczone dzieci usiadły na chwilę pod wodospadem, i dopiero później, bez pośpiechu, zmieniły ubrania. Ta podróż również była przypominana w późniejszych latach, jako jedna z wesołych, szczęśliwych historyjek.

Okazuje się, że pewna stara bajka miała rację: nie obawiaj się rozpieszczania dzieci przez danie im szczęścia. W szczęściu mnożą się uczucia i jest ciepełko konieczne do zdrowego i pełnego krwiobiegu, zaś brak szczęścia przysparza chłodu powodującego złe samopoczucie, niekiedy choroby, oraz najgorsze – uwalnia złość – zwaną przez niektórych znawców problemu ‘żółto-zieloną chorobą umysłu’.

A więc: gdybym znowu zakładał rodzinę, śmiałbym się również z siebie, swoich błędów i niepowodzeń, pamiętając, że w życiu występuje wiele złych emocji, a szczególnie w rodzinie, kiedy odbieramy wszystko zbyt serio, przez co zbyt łatwo dajemy się zranić i cierpimy.

Jestem pewien, że jest potrzeba powiązania śmiechu i zabawy w codziennym życiu: kiedy będziemy śmiać się razem, będziemy również kochać się, pracować i żyć razem. Dziecko uczące się życia w atmosferze radości, nie da się omamić żadnym oślepiającym światłom ani sugestiom jakimi są bombardowane w poszukiwaniu ‘złudnego’ szczęścia poza rodziną.

Wiele lat temu Fenelon napisał: ‘strzeżcie się dręczenia dzieci nadmiernymi wymaganiami. Jeśli dziecko ma uczyć się cnót pod przymusem, podczas gdy wolność i swoboda same wpychają się za jego przyzwoleniem, wszystko stracone, cały wasz trud.’

Błogosławiona niech będzie ręka która przygotowuje dziecku przyjemności jak kwiaty’ – powiedział Douglas Jerrold – ‘bo nie można przewidzieć kiedy i gdzie mogą one zakwitnąć’.

  1. Byłbym lepszym słuchaczem

Większość z nas, rodziców, ma trudności w słuchaniu tego co mówią dzieci, ponieważ jesteśmy zajęci obowiązkami, zmęczeni kiedy wracamy z pracy wymagającej podejmowania decyzji, kiedy chcemy zapomnieć pewne rzeczy, albo jesteśmy zafrapowani własnymi sprawami tak, że nie mamy czasu na słuchanie. Czasami mowa dziecka wydaje się być nic nie znaczącym ‘paplaniem’, ale pamiętajmy, że możemy nauczyć się i dowiedzieć dużo więcej słuchając co ono ma do powiedzenia niż mówiąc do niego.

Gdybym teraz zakładał rodzinę, byłbym lepszym słuchaczem – słuchałbym kiedy dziecko chce się podzielić ze mną swoim niepokojem czy żalem, radością czy ciekawością. Pamiętam jak dziś, kiedy jako mały chłopiec wróciłem zaniepokojony jakąś sytuacją w szkole, a wtedy mój zapracowany i zmęczony ojciec wysłuchał mnie z zainteresowaniem, i spokojnie rozwiał mój niepokój. Nie pamiętam czego dotyczył, ale dobrze pamiętam, że podzieliłem się nim z ojcem, przekonując się póżniej o prawdziwości powiedzenia ‘troski omówione tracą na mocy’. Ale też wiem, że następnego dnia byłem gotowy pójść do szkoły bez żadnych obaw, właśnie dzięki otrzymanemu od ojca zastrzykowi odwagi i pewności siebie. Nie stałoby tak, gdyby ojciec zignorował moje obawy i uznał je za nieważne.

Gdybym miał znowu małe dziecko, odłożyłbym gazetę gdyby chciało porozmawiać. Nie okazywałbym niecierpliwości i nie przerywałbym mu kiedy mówi. Zamieniłbym tę sytuację na szczególną okazję żeby okazać ojcowską miłość, cierpliwość, dobroć i zaufanie.

Pewnego wieczoru chłopiec usiłował pokazać ojcu skaleczony palec, ale ten nie zwracał uwagi. Mały ponaglał. W końcu ojciec przestał czytać i zniecierpliwiony powiedział do syna ‘ i co ja na to poradzę?’ Syn odpowiedział bardzo prosto: ‘mógłbyś chociaż powiedzieć – oj!’

Zwracałbym więcej uwagi na pytania zadawane przez dziecko. Statystyki mówią, że do osiągnięcia wieku 15 lat, dziecko stawia 500,000 pytań. Jaki to przywilej dla rodziców – 500,000 okazji do wspólnych rozmów o sensie życia!

Wczesne lata dzieciństwa to lata nauki. Rodzice kończą tę naukę kiedy dziecko osiąga wiek 15 lat, a więc kiedy wie wszystko, czego nauczyło się od rodziców. Póżniej zaś odpowiedzialność rodziców sprowadza się do ich gotowości udzielenia porady i pomocy ale tylko wtedy kiedy o nie poprosi.

Gdybym miał szansę zaczynania od nowa, słuchałbym używając ‘trzeciego ucha’, to znaczy wsłuchiwałbym się w uczucia dziecka zadającego pytania lub formułującego wypowiedzi. Gdyby zapytało ‘czy musisz wyjść znowu?’, usłyszałbym ‘ chcę być dzisiaj z tobą’. Interesowałyby mnie chwile kiedy dziecko usiłuje wejść mi na kolana żeby podzielić się ze mną wydarzeniami dnia, jako że te chwile przytulania i słuchania szybko się kończą, jak powiedział Jean Jacques Rousseau: ‘nauczanie dziecka jest zawodem, w którym musimy wiedzieć jak ‘tracić’ czas żeby póżniej zyskać’.

Nie patrzyłbym na sufit kiedy dziecko mówi do mnie, lecz patrzyłbym mu prosto w oczy, które mówią więcej niż słowa. Zdaję sobie sprawę jak musi być przykro kiedy dziecko własnymi dłońmi musi ustawiać twarz rodzica w swoim kierunku, ponieważ jest przekonane, że go nie słucha.

Stałem kiedyś obok ojca, którego syn uporczywie go wołał. W pewnym momencie ojciec zorientował się, że to zauważyłem i zmieszany powiedział: ‘to tylko dzieciak woła’. Pomyślałem wtedy, że może nadejść dzień kiedy on będzie wołał syna a ten powie: ‘to tylko mój stary woła’.

Teraz jestem przekonany, że rodzic który słucha tego co mówi małe dziecko, może być pewnym, że będzie wysłuchany przez niego w przyszłości, oraz jak ważny jest związek między wysłuchaniem małego dziecka w jego sprawach i zwracaniem się nastolatka do rodzica w późniejszym czasie. W ten sposób rodzic znajdujący czas na zrozumienie małego dziecka, zrozumie je w przyszłych latach.

  1. Byłbym bardziej uczciwy

Gdybym zakładał rodzinę od nowa starałbym się być bardziej uczciwy. Kiedy to mówię czuję się dziwnie, bo uczciwość uważam za wspaniałą cechę i zawsze uważałem się za uczciwego człowieka w tym sensie, że nigdy nie wziąłbym czyjegoś grosza, ani też nie stosowałbym kłamstwa.

Ale wiem z doświadczenia, że rodzice wiele razy stosują inny rodzaj nieuczciwości, bardziej subtelny ale równie szkodliwy. Jest nią zarówno nieuczciwość polegająca na udawaniu ideału, jak również udawanie że było się idealnym dzieckiem.

Jeden ojciec przyznał mi się, że nie zdawał sobie sprawy ze swojej nieuczciwości do chwili kiedy otrzymał twardą lekcję. Nastoletni syn otrzymał bardzo słabą ocenę z ortografii i mimo upomnień i dodatkowych lekcji nie mógł jej poprawić. Któregoś dnia syn zwrócił się do nauczyciela: ‘mój ojciec miał bardzo dobrą ocenę z ortografii’. ‘Skąd to wiesz?’ spytał nauczyciel – ‘czy ci to powiedział?’ ‘Nie’ – odpowiedział – ‘ale wiem, że był bardzo dobry i dlatego mnie gani’.

Sposób w jaki go upominałem’ – kontynuował ojciec – ‘pokazywał nieprawdę. Prawdą jest, że byłem słaby z ortografii. Ale kiedy przyznałem się do tego, w jego oczach pokazała się iskierka nadziei i od tego czasu poprawiły się jego oceny, zaś dając mu wrażenie że byłem dobrym uczniem, stawiałem go w sytuacji przegranej i beznadziejnej. Poprzez moje zdobycie się na uczciwość mój syn mógł się przekonać, że skoro jego ojciec sobie poradził, on poradzi sobie również.’

Sposób w jaki rodzice mówią o sobie lub ‘ich dobrych czasach’, może silnie wpływać na charakter ich dzieci, ich poczucie godności i samo-wartości. Dzieci dostają nadzieję kiedy dowiadują się, że ich rodzice również toczyli podobne bitwy i walczyli z podobnymi przeciwnościami, kochają i szanują rodziców którzy są względem nich uczciwi, co przyczynia się bezsprzecznie do ich przyszłych sukcesów.

Jest to szczególnie ważne kiedy dziecko się zniechęca. Wtedy rodzice powinni mówić o swoich kłopotach i sukcesach w szkole, bo kiedy dziecko wie, że rodzice również mieli problemy które udało im się pokonać, staje się silniejsze i pewniejsze siebie.

Próbowałbym być uczciwszy gdyby dziecko powiedziało ‘tato, boję się ciemności’. Mówiąc ‘co ty, nie bój się, nie bądź głuptasem’, lub skrzyczeć go za to że się boi, przez co zmniejszyłbym jego poczucie wartości, lepiej jest powiedzieć ‘ ja też się bałem kiedy byłem w twoim wieku’, bo w ten sposób rzucamy mu deskę ratunkową której potrzebuje i dodajemy mu pewności siebie.

Zaznaczam, że nie powinniśmy mówić o wszystkich swoich klęskach, choć niektórzy rodzice wręcz chwalą się nimi, co może okazać się negatywne, ale danie mu do zrozumienia, że nie tylko on ma problemy, ty miałeś je również, pomoże mu w pokonywaniu przyszłych zakrętów życiowych. Każde dziecko, które wie, że ojciec, którego podziwia, miał też problemy, dostaje w ten sposób nową zachętę.

Tak długo jak rodzice będą udawać idealnych zamiast przyznać się do porażek i trudności, dziecko będzie żyło w świecie niepowodzeń i braku poczucia wartości.

Teraz wiem, że dziecko szczęśliwe i dobrze przystosowane do życia nie wychodzi z domu, w którym zawsze jest wszystko idealne i w którym nie popełnia się błędów, ale z domu w którym rodzice popełnili wiele błędów, ale ponieważ byli uczciwi, otwarci i kochający, przyznali się do nich.

Teraz wiem również, że dom w którym często występują sprzeczki, jest dla dziecka lepszy od tego, w którym rodzice udają, niby dla dobra dziecka, że wszystko jest w porządku, ponieważ ono wyczuwa występujące między nimi animozje czy nawet wrogość i nie może sobie poradzić z nimi. Jest łatwiej dla niego kiedy wyraża się je otwarcie ale z miłością i kiedy występuje po nich wybaczenie.

Wiem również, że stawianie wymagań nie przyznając się do grzechów młodości, na przykład ściągania w szkole czy nie sprawiania zawodu rodzicom, może prowadzić do braku poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa dziecka.

Tak, potwierdzam: gdybym znowu zakładał rodzinę, byłbym bardziej uczciwy.

  1. Przestałbym modlić się za rodzinę

Czy to brzmi głupio lub dziwnie? Zaraz wam wytłumaczę.

Kiedy przestałem modlić się za żonę i dzieci, wydarzyły się wspaniałe rzeczy i zacząłem widzieć ich inaczej, stali się prawdziwymi ludźmi i łatwiej mogłem ich kochać bez względu na ich wady, które wtedy stały się drugoplanowe. Powiem krótko – zmieniło się moje nastawienie do nich. I o to właśnie chodziło.

Często w przeszłości modliłem się ‘Boże, spraw by mój syn był dobrym chłopcem, zmień jego zachowanie, daj mu podwójną dawkę twojej miłości, uczyń go posłusznym i przyjemniejszym wobec członków nas’.

Modliłem się również za córkę, żeby poznała bożą miłość, a tym samym potrafiła odnaleźć prawdziwą miłość w dorosłym życiu.

Modliłem się za żonę, żeby Bóg dał jej siłę w pokonywaniu codziennych trudów i obowiązków domowych, cierpliwość względem dzieci, żeby mogła zapewnić nam rodzinną harmonię, i jako zapracowanej matce dał jej więcej łaski.

Pewnego dnia, kiedy byłem sam, dostałem olśnienia: przyszło mi do głowy, że muszę przestać modlić się w ten sposób. Moje modlitwy nie pomagały: dzieci wiedziały o miłości mniej niż kiedy były młodsze i nie było widać u nich dbałości i dobroci, czyli wywnioskowałem, że muszę skończyć z takimi modlitwami, bo były one za osoby, które ich nie koniecznie potrzebowały.

I tak się stało. Zdałem sobie sprawę, że jeżeli dzieci mają poznać bożą miłość, to ja, ich ojciec, potrzebowałem sam jej doświadczyć i przekazać ją dzieciom. Jeżeli miałyby nauczyć się doświadczać prawdziwej miłości wśród ludzi, ja potrzebowałbym boskiej pomocy pokazania mojej miłości względem innych, więc zmieniłem swoją modlitwę i brzmiała ona: Boże, uczyń mnie lepszym i kochającym, takim jakim byłeś sam.

Skończyłem z wstawienniczymi modlitwami i zrozumiałem, że moim zadaniem nie było modlić się by żona czuła się lepiej, ale żeby była szczęśliwa, a więc nie powinienem modlić się żeby Bóg jej pomógł, ale żeby pomógł mi uczynić ją szczęśliwą: ‘Boże, uczyń mnie prawdziwym mężem, zapewniającym szczęście mojej żonie’. Dowiedziałem się, że przecież to ja potrzebowałem dodatkowej łaski!

Od tamtej chwili zmieniło się wszystko: moje życie, mój dom, moja żona i dzieci, zrobiła się zupełnie inna atmosfera w domu i dzieci stały się lepsze, a wszystko dzięki temu, że zrozumiałem moją potrzebę zmiany siebie samego na lepsze, i dlatego modliłem się o zmianę we mnie, o to żebym stał się lepszym człowiekiem, nie ranił moich najbliższych, oraz w miarę możliwości zapewnił im szczęście. Jestem pewien, że było to dzięki modlitwom o zmianę we mnie a nie w moich bliskich.

Oczywiście nie wszystko stało się idealne. Jestem czasem niezdarą i z tego powodu jest mi przykro, ale rodzina kocha mnie takim jakim jestem.

Modlę się i moi najbliżsi zawsze są w moich modlitwach, ale są to modlitwy dziękczynne, i mam nadzieję, że Bóg je wysłuchuje, ponieważ żona i dzieci są jego darami dla mnie.

Życie nabrało zupełnie nowego znaczenia kiedy zacząłem modlić się o zmianę we mnie, a nie o zmiany w innych.

Teraz wiem, że kiedy biorę moich najbliższych takich jakimi są, daje nam to możliwość dorastania razem, zżycia się i zmiany na lepsze. Nic z tego nie będzie kiedy sam będę chciał ich zmieniać, albo prosił Boga żeby zrobił to za mnie. Z pewnością trafię na opór jeżeli nie zmienię się sam (z bożą pomocą).

Wiem, że kiedy zaakceptowałem siebie w oczach Boga, pełnych miłości i przebaczenia, byłem w stanie akceptować innych, bez względu na ich wady i niedociągnięcia i starałem się nie osądzać ich bo to tylko przeszkadza.

Wiem, że jako ojciec, doświadczam bożej miłości, którą mogę przenosić na moją rodzinę, a więc dlatego moje modlitwy są za mnie, muszą być za mnie, a zmiana innych nie należy do mnie tylko do Boga. Wiem, że moim zadaniem jest zapewnienie szczęścia.

  1. Spędzałbym więcej czasu z rodziną

Gdybym od nowa zakładał rodzinę, starałbym się spędzać z nią więcej czasu. Wydaje się to dziwne, zwłaszcza że w rodzinie wiele rzeczy wykonuje się razem: mieszka, spożywa posiłki, śpi, więc w jaki sposób można jeszcze bardziej być razem? Zdarza się, że można mieszkać pod jednym dachem czyli razem, ale tak naprawdę żyć obok siebie czy nawet osobno. Niejednokrotnie słyszałem zdanie: gdybym mógł od nowa założyć rodzinę, poświęciłbym jej więcej czasu. I to jest właśnie to co jest zapamiętywane najbardziej – nie samo wykonywanie czegoś, ale wykonywanie czegoś razem.

Zastanówmy się – każdy ojciec ma 168 godzin w tygodniu, z czego prawdopodobnie około 40 spędza w pracy, 15 przeznacza na dojazdy do pracy, przerwy obiadowe i może godziny ponad-liczbowe, 56 na spanie. Pozostaje 57 godzin, ciekawe ile z nich spędza z rodziną.

Grupa trzystu chłopców przeprowadziła badania – każdy z nich skrupulatnie notował czas spędzany z ojcem na przestrzeni dwóch tygodni. Okazało się, że większość widziała ojca tylko przy posiłkach, część nie widziała go przez kilka dni i ostatecznie wynik był zdumiewający: przeciętny czas spędzony z ojcem sam na sam był 7.5 minuty tygodniowo.

Słyszałem kiedyś ciekawą historię; kiedy miałem około 13 lat a mój brat 3, ojciec obiecał nam pójście do cyrku. W czasie obiadu odebrał telefon wzywający go do pracy. Z bólem serca już przygotowywaliśmy się do wielkiego zawodu, kiedy nagle, ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, usłyszeliśmy ojca mówiącego, że nie może przyjść, praca musi zaczekać. Kiedy wrócił do stołu matka przypomniała mu o cyrku i powiedział, że praca nie ucieknie, ale dzieciństwo na pewno.

Znany przedsiębiorca zapytał kiedyś przyjaciela, czy chciałby wiedzieć jaki ma prezent dla syna z okazji świąt Bożego Narodzenia. I pokazał mu kartkę, na której napisał: ‘synu, oddaję do twojej dyspozycji mój czas – 1 godzinę w każdym dniu powszednim i 2 godziny w niedziele, sposób ich spędzenia zostawiam tobie’.

Pamiętam czas który, będąc chłopcem, spędzałem z własnym ojcem. Łatwo mi było zapomnieć rzeczy które robiłem sam, ale nigdy nie zapomnę wspólnych spacerów w parku, posiłków na pikniku, wycieczek do muzeum, i te chwile na zawsze pozostaną dla mnie najdroższymi wspomnieniami z dzieciństwa.

Spałem już kiedy obudziły mnie kroki w przedpokoju. Powoli wszedł trzyletni David i stanął przy łóżku. ‘Chcesz coś David?’ – spytałem. ‘Nie, tato, chciałem przytulić się i pogadać’. Podniosłem kołdrę i David wcisnął się pod nią. Przytulił się i na moment zapanowała cisza, po czym powiedział ‘Tato, fajnie było trzymać cię za rękę kiedy staliśmy przy klatce z lwami’. ‘Tak? – odpowiedziałem – ‘bałeś się?’ ‘Trochę’ – odpowiedział. Po krótkiej przerwie dodał: ‘To był fajny dzień, nieprawda?’ Odpowiedziałem: ‘Tak, synu’. I to było wszystko, David wyszedł z łóżka i poszedł do swojej sypialni. Usnął. Ja nie mogłem zasnąć, myślałem o tym, jak w prosty sposób pokazał mi jak ważnym był ten czas spędzony razem.

Innym razem, dosyć długo czekaliśmy na wyprawę do ogrodu zoologicznego, ponieważ jak wiele podobnych planów rodzinnych trzeba było ją przekładać. Wreszcie poszliśmy. Dzień zbliżał się ku końcowi i byliśmy nieco zmęczeni ale szczęśliwi – byliśmy razem. Po powrocie do domu i zjedzeniu czegoś nikt nie narzekał że trzeba iść do łóżek. To co powiedział David podsumowało cały dzień: ‘To był naprawdę piękny dzień razem, tak, tato?’ Nawet żona, słysząc jego słowa, szepnęła: ‘Dobrze było być z tobą i dziećmi’.

Teraz wiem, że nic nie jest w stanie zastąpić takich chwil, kiedy wyczuwa się poczucie wspólnoty, miłości, zrozumienia i wspólne rozmowy, gdyż kiedy nie ma poczucia wspólnoty wdziera się samotność i obcość a odchodzi miłość.

Jedno z najdziwniejszych badań przeprowadzone przez opiekunów dzieci w czasie drugiej wojny światowej przyjeżdżających z Europy do Ameryki wykazało, że tylko te dzieci mogły się przystosować do nowego życia po okropnych doświadczeniach wojny, które pamiętały dobry czas spędzony z rodziną.

Co to jest to wspólne spędzanie czasu, poczucie wspólnoty rodzinnej? To nic innego jak znalezienie czasu dla członków rodziny, rozmowy przy stole i ognisku, spacery i biegi w parku i w lesie, to odczucie szczęścia w służeniu pomocą, robieniu czegoś dodatkowego dla kogoś, wspólna praca, wspólne gry i zabawy, wspólne modlitwy, to każde pojedyńcze słowo lub uczynek pokazujące że jesteśmy wspólnotą, jesteśmy razem, to możliwość powiedzenia wieczorem ‘ to był fajny dzień’.

I o to bym się starał gdybym znowu zakładał rodzinę – o poczucie wspólnoty.

  1. Nie szczędziłbym pochwał

Gdybym znowu zakładał rodzinę, byłbym hojniejszy w docenianiu i chwaleniu dzieci. Ganiłem je za błędy, czasem nawet krzyczałem na nie. Przyznaję, za rzadko słyszały ode mnie słowa pochwały i zachęty kiedy były grzeczne lub zrobiły coś dobrego. Pewien pastor w dyskusji na temat ‘Gdybym miał nastolatka’ powiedział: ‘Nie szczędziłbym pochwał. Gdyby usiłował grać na trąbce, znalazłbym choć jeden dźwięk wpadający mi w ucho i powiedziałbym o tym coś dobrego. Gdyby podobało mi się wypracowanie, powiedziałbym to z nadzieją, że otrzyma dobrą ocenę. Pochwaliłbym nawet wybór koszuli czy krawatu, skarpet czy butów, które by mi się podobały, nie ukrywałbym tego’.

Wydaje mi się, że nic nie zmobilizuje dziecka do dowartościowania się, ukochania życia, dodania mu pewności siebie oraz osiągania sukcesów, jak szczera pochwała.

Kiedy Sir Walter Scott był chłopcem, uważany był za słabego, nic nie umiejącego ucznia, wobec czego często był stawiany w kącie z ‘kapeluszem wstydu’ na głowie. Miał dwanaście lat kiedy znalazł się w domu goszczącym słynnych literatów. Jednym z nich był Robert Burns, szkocki poeta, który właśnie podziwiał jakiś obraz. W pewnym momencie zauważył on wiszący pod nim krótki wierszyk i próbował dowiedzieć się kto był jego autorem, ale nikt nie mógł mu powiedzieć. Wtedy podbiegł mały chłopiec, podał nazwisko autora i wyrecytował cały wierszyk. Burns był zdziwiony i oczarowany. Kładąc dłoń na głowie chłopca powiedział: ‘Chłopcze, będziesz jeszcze znany wszystkim w Szkocji’. Od tamtej chwili Walter zmienił się zupełnie, gdyż jedno zdanie zachęty postawiło go na drodze do wielkości. Kiedyś Goethe powiedział: ‘Kochając i chwaląc dziecko, nie kochamy i chwalimy go jakim jest, ale jakim mamy nadzieję będzie w przyszłości’.

W celu zachęty pamiętałbym wszystko to co zrobiło moje dziecko dobrze, częściej wyrażałbym radość, wdzięczność i pochwały. Pamiętałbym, że każdy dzień przynosi okazję zachęty do zrobienia czegoś, nawet drobnego. Christian Bovec napisał: ’pochwała jest dla dziecka tym, czym słońce dla kwiatów.’ Wiemy, że pod wpływem słońca kwiaty rosną i pięknieją, a więc wyrazy uznania są konieczne w celu właściwego rozwoju i rozkwitu dziecka w życiu wypełnionym miłością, szczęściem i dobrocią.

Pochwała dodaje nowej energii, która według dr Henry H Goddard’a może być zmierzona w laboratorium. W tym celu w szkole Vineland użył on ergografu mierzącego poziom zmęczenia. Kiedy ktoś powiedział do zmęczonego dziecka ‘dobrze ci to idzie, John’, poziom jego energii znacznie wzrastał. Onieśmielanie i wyszukiwanie błędów działa na dziecko odwrotnie.

Nie krzyczałbym z niecierpliwością na dziecko gdyby, przez nieuwagę, zbrudziło lub rozerwało sobie ubranie. Longfellow powiedział: ‘Rozdartą marynarkę można szybko naprawić, ale przykre słowa mogą ranić serce dziecka na dłużej’. Myślę, że wiele razy to robiłem, przez co ten ból w jego sercu trwał dłużej niż trwałaby naprawa marynarki.

Teraz wiem, że zachęta jest lepszym elementem wychowania niż obwinianie czy reprymenda i dobre, ciepłe słowo jest lepszą zachętą i początkiem drogi do sukcesu. Ruth Hayward w ‘Pozytywnym znaczeniu pochwały’ opisała w jaki sposób chciała poprawić pisanie córki. Było to niekończącą się walką i trwało do trzeciej klasy, kiedy zmienił się nauczyciel. Po trzecim dniu w szkole dziewczynka wróciła do domu i oznajmiła : ‘Pani powiedziała, że dobrze piszę, wcale jej się nie bałam. Każdemu z nas powiedziała coś miłego’. Od tego dnia dziewczynka polubiła szkołę, chętniej się uczyła wiedząc, że dostanie pochwałę.

Teraz wiem, że wyszukiwanie błędów, zwłaszcza jeżeli nie ma ani zachęty ani pochwały, bardziej rani niż pomaga, gdyż razem z krytyką odbiera ono dziecku wiarę w siebie, podczas gdy szczera zachęta odbudowuje ją i pomaga mu w przejściu do dorosłości.

Również wiem, że każdy z nas odczuwa głęboką potrzebę bycia docenianym. Znany harwardzki psycholog William Jones potwierdził to mówiąc, że ‘największym prawem człowieka jest bycie docenionym’. Kiedy jesteśmy doceniani przez najbliższych, tych których kochamy, stajemy się lepsi.

Teraz wiem, że należy stosować pochwałę w celu rozwijania ukrytych zdolności, ażeby nie tylko widzieć do czego jest ono zdolne jako dziecko, ale również co będzie mogło osiągnąć w dorosłym życiu, podobnie jak czynił Chrystus – widzi nas teraz ale widzi również nasz potencjał. To właśnie jest konieczne do zastosowania w naszych rodzinach.

Teraz wiem również, że kiedy chwalimy w drobnych rzeczach, rośnie wzajemna miłość i przywiązanie. I gdybym znowu zakładał rodzinę, nie szczędziłbym codziennych pochwał.

  1. Zwracałbym uwagę na drobiazgi

Jestem skłonny wierzyć, że właśnie przez drobne rzeczy życie może być albo wspaniałe albo marne, jako że one mogą albo budować albo niszczyć nasze wzajemne relacje, umacniać lub osłabiać miłość, czynić nas dobrze wychowanymi lub ordynarnymi. Gdybym znowu zakładał rodzinę, więcej uwagi poświęcałbym właśnie drobiazgom. Wiem, że łatwiej jest zebrać w sobie wystarczającą siłę do pokonania wielkich rzeczy, niż poradzić sobie z tymi małymi. Często zapominamy, że życie składa się właśnie z drobiazgów, które są ważne w zapewnieniu rodzinnego szczęścia, co jest szczególnie widoczne w dzieciństwie.

Pewien staruszek powiedział mi, że kiedy był dzieckiem, rodzicom było bardzo trudno, ale był szczęśliwy bo miał wspaniałego ojca, który często wychodził rankiem do ogrodu w poszukiwaniu najpiękniejszej róży, którą zrywał i kładł na miejscu gdzie miała siedzieć mama przy śniadaniu. Kosztowało go to tylko moment, a zapewniało wiele miłości. Kiedy stawał za jej krzesłem żeby pocałować ją na dzień dobry, mama podnosiła tę różę i cały dzień zaczynał się wspaniale. Nawet gdyby wtedy, jako dziecko, wstał ‘lewą nogą’ z łóżka i chciał pogrymasić, wstydziłby się, widząc ten wspaniały gest miłości między rodzicami, drobny ale bardzo ważny.

Szkoda, że kiedy zakładałem rodzinę, nie wiedziałem jak ważne są właśnie drobiazgi. Teraz wiem, że nie wolno nam nie doceniać siły drobnych gestów dobroci i miłości, takich jak dotyk dłoni, czuły uśmiech, komplement czy uścisk, gdyż one mogą uczynić cuda. Samo krótkie ‘dziękuję’ jest wielką nagrodą, a oferta pomocy czy drobny ale wyszukany prezencik przekażą uczucie, które pozostanie w sercu odbiorcy na całe tygodnie. Krótkie wyrazy ‘kocham cię’ czy ‘przepraszam’ wzbogacają zarówno tego który je mówi, jak i tego do którego są kierowane, zaś ich brak pozwala na wdarcie się poczucia chłodu.

Tak więc, gdybym zakładał rodzinę teraz, zwracałbym uwagę na drobiazgi i kochałbym dziecko w chwilach jego niepowodzeń, miałbym serce na dłoni i okazywałbym mu swoją miłość poprzez właśnie drobne gesty dobroci. Pamiętam jak zbyt łatwo okazywałem moje niezadowolenie i dezaprobatę w wielu sprawach.

Przede wszystkim ze swojego słownictwa wyrzuciłbym dwa wyrażenia: ‘ty zawsze’ oraz ‘ty nigdy’, wyrażenia które nie były prawdziwe, ale niszczyły nas samych, nasze relacje i oddalały nas od siebie.

Byłbym gotowy do niesienia pomocy. Wiem teraz, że drobne i często niezamierzone gesty czy wypowiedzi używane wobec innej osoby, mogą mieć duży wpływ na przyszłość. Wiem, że kiedy przypominamy sobie drobne niepowodzenia i sukcesy z dzieciństwa, negatywne słowa uważamy za bezmyślne, wypowiedziane szybko i bez zastanowienia.

Teraz wiem, że tak jak oceany składają się z drobnych kropelek wody, tak szczęśliwe życie rodziny składa się z wielu szczęśliwych chwil. Tak jak wydmy składają się z wielu ziarenek piasku, tak nasze relacje składają się z drobnych ziarenek dobroci mających miejsce w codziennym życiu. Tak jak na wieki składają się lata, te z kolei na dni, te znowu na godziny i chwile, starajmy się pamiętać, że kiedy inwestujemy w nie słowa dobroci i miłości, w przyszłych latach zbierzemy bogate żniwo pełne piękna i szczęścia.

Edgar A Guest w ‘Drobnych rzeczach’ napisał prostą ale jakże znaczącą modlitwę: ‘chociaż nie jestem królem, pozwól mi być wielkim w drobnych rzeczach’. Sam uczyniłbym ją własną modlitwą, gdyż ona oddaje w pełni moje uczucia.

  1. Rozwijałbym poczucie przynależności do rodziny

Gdybym znowu zakładał rodzinę, starałbym się wprowadzić silne poczucie przynależności, które potrzebne jest dziecku, bo w przypadku gdy nie czuje więzi z rodziną, nie czuje rodzinnej miłości i lojalności, możemy być pewni, że poszuka jej poza rodziną. Będzie czuło się samotne i niekochane, ale gdy poczuje swoją wartość i przynależność do rodziny, wejdzie w życie jako silna, akceptowana i kochana jednostka społeczna, zdolna do kochania i akceptowania innych.

Pamiętam chwile, kiedy naprawdę mieliśmy poczucie więzi: noc podczas gwałtownej burzy – kiedy obawialiśmy się, że wiatr porwie nam namiot, wczesny ranek w Wenecji na Florydzie – kiedy na plaży szukaliśmy zębów rekina, noce kiedy leżąc pod gołym niebem opowiadaliśmy sobie historyjki, lub kiedy graliśmy w piłkę, ścinaliśmy trawę, przygotowywaliśmy pokój dla kogoś, i wtedy wszystko kończyło się sukcesem. Należeliśmy do siebie kiedy szliśmy do szkoły i na modlitwę, kiedy dostawaliśmy kartkę lub telefon ‘pamiętaj, że cię kochamy’.

Czasami, kiedy czujemy przynależność do rodziny, dokonujemy rzeczy wielkich, trudnych i skomplikowanych, nawet nie próbujmy dokonywać żadnych specjalnych rzeczy ale te, które są możliwe do wykonania.

Podczas posiłków chciałbym dzielić się wydarzeniami dnia. Zauważmy, że często wielcy pisarze czy dramaturdzy umiejscawiali akcję swoich prac właśnie przy stole. Często się zdarza, że podczas posiłków rodzinnych, zamiast zapewnienia czasu na relaksację i chwilowy odpoczynek, spieszymy się, przez co rujnujemy poczucie przynależności.

Czas usypiania, kiedy czujemy się zmęczeni, uczyniłbym najprzyjemniejszą porą kończącego się dnia. Kiedy zapytano dziecko: kiedy najbardziej odczuwasz że należysz do swojej rodziny? – odpowiedziało: kiedy jestem w łóżku, mama mnie przykrywa i całuje na dobranoc. Starsze dziecko odpowiedziało: kiedy mama czyta mi bajki. Szkoda, że czasem dzieci są ponaglane i strofowane przed pójściem do łóżka. Czas usypiania winien być okazją do budowania poczucia miłości i przynależności.

Równie dobry jest czas urlopu i wakacji, spędzajmy go razem, i nie dopuśćmy do tego, żeby każdy członek rodziny szukał towarzystwa poza rodziną i wyruszał swoją drogą.

Wszystkie dzieci lubią się bawić i to my, rodzice, winniśmy zachęcać je by właśnie poprzez zabawę uczyły się bycia razem, sprawiedliwości, rozsądku, wzajemnego szacunku i doceniania innej osoby.

Świętowanie urodzin, kiedy to jubilat jest ważniejszy od prezentów, również wzmaga poczucie więzi rodzinnej. Pomaga temu również słuchanie dziecka i jego opinii, zwłaszcza kiedy zostaje włączone w rozmowy i w podejmowanie decyzji, zarówno w sytuacjach poważnych jak i wesołych w rodzinie.

Wyznaczyłbym dziecku pewne obowiązki domowe i zachęcałbym je do ich wykonywania, ponieważ nawet małe dziecko może coś robić dla rodziny, przez co rozwija w sobie poczucie odpowiedzialności za innych i dba o ich wspólne dobro, a tym samym wie, że należy do wspólnoty rodzinnej.

Podkreślałbym jego ważność i znaczenie w rodzinie, jako miejscu gdzie znajduje się miłość i gdzie należy się cieszyć wspólnie z jej sukcesów.

Teraz wiem, że kiedy dziecko naprawdę należy do rodziny, jest również bezpieczne, i bezpieczeństwa tego nic nie jest w stanie zakłócić. Będzie mogło stawić czoła swoim wrogom i nie obawiać się obcych, będzie pewne, że jest kochane przez swoją rodzinę i przez Boga.

  1. Pokazywałbym obecność Boga w codziennym życiu

Gdybym zakładał rodzinę od nowa, dzieliłbym się Bogiem z dziećmi. Brałbym przykład z Chrystusa, zarówno w drobnych, codziennych jak i wyjątkowych rzeczach, pokazywałbym Boga którego mamy i któremu służymy. To właśnie pragnienie specjalnie umieszczam w tym jakby podsumowaniu, ponieważ ono jest ważniejsze od wszystkich poprzednich. George McDonald napisał do żony: najdroższa, jeśli kocham Boga, to ciebie kocham tak jak powinnaś być kochana’. A ja mogę dodać od siebie, że im bardziej kocham Boga, tym bardziej kocham każdego członka mojej rodziny i mojej społeczności – tak jak każdy z nich powinien być kochany.

Nie jesteśmy kompletnymi ludżmi kiedy podkreślamy tylko naszą stronę fizyczną, społeczną czy intelektualną, ponieważ jesteśmy istotami posiadającymi duszę. Nasze życie jest połączone z Bogiem Stwórcą, który pragnie byśmy z nim tworzyli jedność. Kiedy jesteśmy pewni jego miłości i opieki, jesteśmy gotowi stawić czoła wszystkiemu bez strachu i zgodnie z naszym powołaniem.

Albert D Beaver, autor książki ‘O delikatnej sztuce życia razem’ , przeprowadził badania 750 par małżeńskich, którym wcześniej udzielił ślubu. Zadał im jedno pytanie: jaki jest, według was, najważniejszy element gwarantujący szczęście w waszym domu?. Większość z nich dała jedną odpowiedź, że jest nim życie religijne stosowane na co dzień.

Nieustannie dzieliłbym się moją wiarą, przez co uczyłbym dzieci o charakterze i woli Boga, posługiwałbym się prostymi a nie wymyślnymi rzeczami czy jakimiś planowanymi sytuacjami. Nie posługiwałbym się abstrakcyjnymi dyskusjami teologicznymi i nie wprowadzałbym ścisłych zasad wiary. Zwracałbym uwagę bardziej na to co dostrzega i czym się zajmuje moje dziecko, i przy tych okazjach rozmawiałbym z nim o prawdach duchowych.

Kiedy słynnego angielskiego pedagoga zapytano: kiedy w programie szkolnym uczycie religii – ten z przekonaniem odpowiedział: uczymy jej cały dzień – na lekcjach arytmetyki poprzez dokładność, na lekcji języków poprzez naukę mówienia tego co chcemy powiedzieć, historii poprzez naukę o ludzkości, geografii poprzez tolerancję w myśleniu, plastyki poprzez osiągnięcie celu, astronomii poprzez szacunek, na boisku szkolnym poprzez uczciwość we współzawodnictwie sportowym. Uczymy jej poprzez pokazywanie dobroci dla zwierząt, uprzejmości wobec personelu i wobec siebie, oraz poprzez życie w prawdzie. Niewiele rozmawiamy o religii jako takiej, tyle tylko że ją sygnalizujemy.

Dopasowywałbym moje kroki do kroków dziecka, spędzałbym więcej czasu na wspólnych spacerach, zrywaniu danych nam przez Boga kwiatków, oraz częściej wskazywałbym obecność Boga Stwórcy w tych drobnych i wielkich rzeczach. Teraz wiem, że dziecko bardzo szybko pojmuje piękno bożego świata zarówno w przyrodzie jak i w duchowości. Znalazłbym więcej czasu żeby latem wspólnie spędzać noce pod gołym niebem by obserwować gwiazdy ii rozmawiać o nich, by wsłuchiwać się w odgłosy przyrody, szum liści drzew i ledwo słyszalne dźwięki niewidzialnych stworzonek. Zrobiłbym dziecku półki i szuflady, żeby mogło tam przechowywać swoje skarby.

Pomógłbym dziecku myśleć o Bogu jako o źródle miłości, pomocy, dobroci, miłosierdzia wobec słabych, oraz jako dawcy wszystkich dobrych rzeczy. To jest właśnie Bóg jakiego znamy z Pisma Świętego, który czasami jest odbierany, niekiedy nawet przez rodziców, jako niesympatyczny bożek działający przeciwko nam.

Pewnego dnia pewna matka leżąc na tapczanie usłyszała ze zdziwieniem swojego czteroletniego synka bawiącego się lalkami siostrzyczki, wykrzykującego: jestem Bogiem! a teraz, dzieci, padajcie na kolana i odmawiajcie swoje modlitwy. (Lalki nie uklękły). Jeżeli nie uklękniecie i nie będziecie się modlić, sprawię wam lanie. I rzeczywiście, lalki w następnej chwili z hałasem upadły na podłogę. Jaką wiarę i miłość ma dziecko do Boga, który sprawi mu lanie kiedy nie odmówi modlitwy?

Przeznaczyłbym pół godziny dziennie na pokazanie dziecku zachodu słońca we wszystkich stworzonych przez Boga kolorach, mówiłbym mu o tym jak Bóg opuszcza kurtynę w zachodnich oknach żeby namalować w złocie chwile po zachodzie słońca, pokazywałbym mu jak Bóg sprawia by w wilgotny wieczór, każdy liść wyglądał jakby był zanurzony w lodowatej zielonej cieczy, jak rozświetla gwiazdami niebo, oraz w jak widoczny dla nas sposób regeneruje świat w ciągu nocy, by był gotowy na następny dzień.

Częściej mówiłbym dziecku o Bogu kierującym słońcem i dającym ciepło które pozwala na parowanie porannej rosy, jak również zwracałbym jego uwagę na motyle siedzące na delikatnych purpurowych kwiatach ostu.

Później patrzylibyśmy na skały jakby pomalowane porostami, słuchalibyśmy śpiewu bożych ptaków, myślelibyśmy razem w jaki sposób Bóg uczy ptaki wicia gniazd dla zapewnienia komfortu pisklętom, jak również w jaki sposób delikatne jajeczka leżą tam bezpiecznie do momentu wyklucia się piskląt.

Razem podziwialibyśmy wspaniały kontrast między lądem i wodą, czystość świeżo spadłego śniegu, mówilibyśmy o cichych krokach wiosny kiedy Bóg budzi nasionka mimo lodu i zimna, robiąc to zawsze w odpowiednim czasie, jak również o czasie siewu i zbiorów.

Są tysiące sposobów by ukazać wszystko co Bóg stworzył dla nas by nam służyło, co świadczy o jego nieskończonej miłości i opiece. Jestem pewien, że rozumienie przyrody w dzieciństwie pomoże mu w późniejszym rozumieniu życia.

Tak, czytałbym dziecku fragmenty Księgi Życia odpowiednie do jego wieku, czytałbym książki mówiące o opiece i miłosierdziu Boga, pokazywałbym jaką rolę odgrywa Bóg w życiu innych ludzi, rozmawialibyśmy z Bogiem jako przyjacielem, ale nie używałbym Boga jako środka dyscypliny poprzez powiedzenie typu: jeżeli nie zrobisz tego Bóg nie będzie cię kochał.

Opowiadałbym historyjki o Bogu Przewodniku w życiu każdego człowieka, ale nie odpowiadałbym na każde pytanie dziecka dotyczące wielkości i ponad-czasowości Boga dlatego, że w ten sposób pozwoliłbym mu żyć w przekonaniu, że Bóg jest tak wielki, że nawet najmądrzejsi nie znają go do końca.

Teraz wiem, że jedynie mówienie dziecku o Bogu i nauczenie go prostej modlitwy nie jest rozwiązaniem, a najważniejszym jest prowadzenie go do poznania Boga. To właśnie rodzice są przekaźnikami jego miłości i woli.

Pamiętam małego chłopca wystraszonego przez błyskawice i grzmoty, który wołał: tato, chodź, boję się. A ojciec odpowiedział: synku, Bóg cię kocha i zadba o ciebie – na co syn odpowiedział: wiem, że Bóg mnie kocha i zadba o mnie, ale teraz chcę żeby to był ktoś kto ‘ma skórę’.

Gdybym teraz zakładał rodzinę, chciałbym być przede wszystkim kimś ‘ze skórą’, kochanym przez Boga. Jeśli dziecko nie doświadczy bożej miłości, troski i opieki nad jego rodziną, nie będzie zdolne doświadczyć ich w późniejszym życiu.

O autorze

John M Drescher – dobrze znany amerykański pastor, na przestrzeni lat swoimi konsultacjami pomógł wielu rodzinom. Fragmenty jego prac były drukowane w ‘Reader’s Digest’ i wielu innych periodykach. Jego książki przetłumaczono na ponad 20 języków, a ich sprzedaż przekroczyła 500,000 egzemplarzy.

Okładka:

‘To na pewno jedna z najlepszych książek o wychowaniu dzieci… ciepła, ludzka, i mądra’.

Marjorie Holmes

‘John Drescher szczerze wyznaje co zrobił nie najlepiej jako ojciec – dla dobra młodszych rodziców mających czas i szansę na zmianę’ – Dean Merrill

‘Rodzice z dziećmi w każdym wieku znajdą tu sposoby na okazywanie miłości, dawania nadziei i sprawiania niespodzianek’ – Dr Paul Welter

Tłum. Ola Gordon/http://chomikuj.pl/OlaGordon

czytaj cały artykuł...

Więcej artykułów od globalizacja