Go to ...

Newsy Polska i Świat

Wolne polskie media bez cenzury

13 listopada 2019

Judeochrześcijaństwo. Wiesław Liźniewicz


Kiedy chce się przekonać ludzi do jakiejś idei czy koncepcji, to często używa się słów, które mają za zadanie usunąć ich niechęć czy brak zaufania lub ułatwić im zaakceptowanie nowej rzeczywistości. Takim słowem jest obecnie „judeochrzścijaństwo”. To ono ma być podstawą, fundamentem tożsamości europejskiej, przynajmniej na naszym podwórku. Przed wejściem Polski do wspólnoty europejskiej, bo wtedy jeszcze nie było unii europejskiej, akcentowano nasze wspólne korzenie antyczne.

Jerzy Trammer w zbiorze swoich opowiadań „Tyłem”, Wydawnictwo Spis Treści, Warszawa 2004, w jednym z nich – „Korzenie Europy” – pisze:

Wiedziony ważnym dla turystów przewodnikiem Grzegorza Rąkowskiego „Polska egzotyczna”, zwiedzałem ziemie wzdłuż wschodniej granicy Polski na rowerze. Właśnie u sadownika we wsi pomiędzy Huczwą a Bugiem jadłem śniadanie, gdy z radia leciały wiadomości. „W nowej europejskiej konstytucji – powiedział spiker – chce się podkreślić przede wszystkim antyczne korzenie Europy”. Wtedy staruszek, który wraz ze mną też w kuchni jadł, lecz dotąd milczał, odezwał się.

-Antyczne korzenie Europy… Wie pan – zwrócił się do mnie – my tu na Wschodzie we wrześniu 1939 roku aż zwijaliśmy się od sprzecznych wiadomości. „Nasze zwycięstwo” – mówiło się jednego dnia. „Zupełna klęska” – twierdziło się innego. Na pomoc wielkim pędem ruszyli nam Francuzi, za moment będą. Idą Sowieci… Nie! To Petain i Foch – Niemcy dostaną lanie.

Więc chodziliśmy pod krzyż na skrzyżowanie traktu hrubieszowskiego z naszym gościńcem i patrzyliśmy na północ, na południe, na wschód i zachód. Kto się pojawi? Co przyniesie? Z początku było pusto. Chociaż od wpatrywania się w te miejsca, gdzie wdali najpierw cienieją, a potem nikną drogi, aż nas bolały oczy, nikt nie przybywał. Może żyjemy tak na uboczu, że tu nie dotrze nikt i będzie tak, jak było?

Aż tu nagle, kolejnego dnia, w tumanie pyłu, błyskawicznie, z rykiem silników, jak gdyby ciśnięte w nasz krajobraz albo stworzone tu z niczego, zjawiły się auta pancerne. Na skrzyżowaniu zahamowały. Zanim pył opadł, zaczęli wyskakiwać z nich żołnierze. Nie było wtedy rzecz jasna telewizji. Nie wiedzieliśmy, jaki ma wygląd żołnierz niemiecki, a jaki francuski lub rosyjski. Z plebanii wyszedł ksiądz.

-Qui estis? (Kim jesteście?) – spytał żołnierzy po łacinie. Ukłonił się. – Germani sumus – też po łacinie odpowiedział oficer w motocyklowych okularach. Odkłonił się. Ksiądz uśmiechnął się. – Łączą nas wspólne, antyczne, prastare korzenie Europy – powiedział do nas. – Nie będzie źle. – A jednak – skończył staruszek – to była forpoczta apokalipsy, po przejściu której na ziemiach pomiędzy Bugiem a Huczwą nie został kamień na kamieniu.

Teraz, po latach członkostwa w unii, wiemy już, że Polsce jako państwu, te wspólne, antyczne korzenie wychodzą bokiem:

  • zlikwidowany własny przemysł
  • sieci handlowe – bo tylko tam są potężne obroty, generujące niewyobrażalne zyski – w obcych rękach
  • prawo polskie w 90% to prawo unijne
  • emigracja zarobkowa kilku milionów ludzi i zastępowanie jej imigrantami z Ukrainy i innych krajów

To tylko niektóre z tych negatywnych zjawisk, których dalekosiężne skutki nie w pełni są jeszcze odczuwalne. Skończył się pewien etap. Przechodzimy do następnego. Już nie łączą nas antyczne korzenie, tylko… judeochrześcijańskie! Jak to się wszystko zmienia! Nic stałego!

W numerze 21-22 z dnia 13-26 maja 2019 roku dziennikarz Najwyższego Czasu zapytał księdza profesora Waldemara Chrostowskiego, czy judeochrześcijaństwo jest precyzyjnym określeniem korzeni Europy. Ksiądz profesor tak to ujął:

Trzeba tego sformułowania używać z wielką ostrożnością oraz je doprecyzować, jeżeli w ogóle ma być używane. Jest źle i opacznie rozumiane wtedy, gdy przez „korzenie judeochrześcijańskie” rozumie się coś, co miałoby wynikać z połączenia chrześcijaństwa i judaizmu rabinicznego, czyli judaizmu w tym kształcie, w jakim istnieje on po narodzinach chrześcijaństwa. W tym znaczeniu nie można mówić o korzeniach judeochrześcijańskich, ponieważ drogi chrześcijaństwa i judaizmu rabinicznego rozeszły się w połowie I wieku, a później rozchodziły się coraz bardziej. Zatem szczególnie wspólnego dziedzictwa nie ma, było natomiast narastanie obustronnej niechęci, często posuniętej do wrogości, co skutkowało rozmaitymi napięciami i konfrontacją. Natomiast jeżeli mówiąc o „korzeniach judeochrześcijańskich” mamy na myśli judaizm czasów biblijnych, a dokładnie ostatnich kilku stuleci ery przedchrześcijańskiej – bo początki judaizmu sięgają reform Ezdrasza i Nehemiasza przeprowadzonych w połowie V wieku przed Chrystusem – wtedy to sformułowanie staje się poprawne. Na glebie judaizmu biblijnego jako części religii biblijnego Izraela wyrosły dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Obawiam się jednak, że większość chrześcijan takiej świadomości nie ma ani takich rozróżnień nie czyni, co nakazuje, by tego rodzaju sformułowania rzetelnie doprecyzować albo ich zaniechać. Wprowadzają w błąd zwłaszcza wtedy, gdy pojawiają się w ustach polityków, których nie interesują niuanse historyczne i teologiczne, lecz polityczna koniunktura i poprawność.

Ksiądz profesor nie dopowiada jednak na czym polegały reformy Ezdrasza i Nehemiasza. Teodor Jeske-Choiński w książce „Historia Żydów w Polsce” pisze:

Jak Ezdrasz, zrozumiał także on, że naród słaby, otoczony zewsząd możnymi wrogami, jeżeli nie chce zginąć, roztopić się w potężnej fali obcych żywiołów, powinien się od nich odciąć, zasklepić się w skorupie swoich tradycji, swoich zwyczajów i obyczajów. By odciąć Żydów od możnych sąsiadów, rozkazał Nehemiasz razem z Ezdraszem zerwać wszelkie stosunki z innowiercami, odwrócić się od nich z pogardą, zrzec się żon wziętych z innych narodów i wypędzić je z domu z dziećmi spłodzonymi w małżeństwach mieszanych. Albowiem „Żyd powinien czuć się lepszym, wyższym od swoich chwilowych panów”.

Zwrot ten ocalił Żydów, wydobył ich z bagna bałwochwalstwa, zlał ich w jedną rodzinę, trzymającą się kupy. Uwierzyli oni w swoją świętość, osobliwość, wybraństwo i spoglądali odtąd z pogardą na wszystkich innowierców. Mieli się za jedyny bogobojny naród na świecie, co potwierdza Talmud.

Uratował ich powrót do Zakonu Mojżesza, stworzył ich niezwykłą, podziwu godną solidarność i wytrwałość, ale śmieszna arogancja „świętego nasienia i osobliwego, wybranego narodu” nie osłodziła im życia, czego Ezdrasz i Nehemiasz nie przewidzieli.

Wróciwszy do Zakonu Mojżeszowego, mieli się Żydzi za najmądrzejszych mędrców świata. Nie wiedzieli, że uczeni kapłani egipscy uprzedzili ich o kilka tysięcy lat, i że genialny Mojżesz kształcił się w tajemnej szkole nadnilowego państwa. Czego ich Mojżesz nie nauczył, to dopełniły ludy mieszkające dawno przed najazdem Jozuego w Palestynie i wysoko kulturalni Babilończycy, Asyryjczycy, Syryjczycy i Fenicjanie. Przyswoili sobie dużo od owych kulturalnych narodów.

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, Warszawa 1963 czytamy:

W połowie I wieku najznaczniejszymi skupiskami chrześcijan były Jerozolima i inne miejscowości palestyńskie oraz Antiochia; już wówczas w chrześcijaństwie występowały różne kierunki: gdy chrześcijanie palestyńscy uważali się wciąż za jedną z sekt żydowskich głoszących ideę mesjańską i akcentowali swą wierność prawu mojżeszowemu, to organizowane przez Pawła Apostoła gminy w świecie rzymsko-hellenistycznym składały się już w większości z nawróconych „pogan”, odrzucających zwyczaje żydowskie; zburzenie Jerozolimy w 70 r. n.e. i klęska powstań żydowskich przeciw Rzymowi zadały cios pierwszemu z tych kierunków: straciło aktualność oczekiwanie mesjasza, mającego być politycznym przywódcą i wybawicielem „narodu wybranego”, zwyciężyło uniwersalistyczne pojmowanie mesjasza jako wyzwoliciela całej ludzkości. Przezwyciężenie nacjonalistycznego mesjanizmu pozwoliło rozwinąć się chrześcijaństwu z sekty żydowskiej w religię ponadnarodową i pretendować do roli religii światowej.

Na podstawie przytoczonych cytatów widać więc, że poruszamy się po bardzo niepewnym gruncie i mówienie o wspólnych judeochrześcijańskich korzeniach jest co najmniej dyskusyjne. Judaizm to monolatria, czyli religia, w której Bóg jest wyłącznie Bogiem żydowskim. Chrześcijaństwo jest religią uniwersalną, w której Bóg jest Bogiem wszystkich ludzi tej religii, a nie – tylko narodu wybranego. Stąd u Żydów nienawiść do chrześcijan i do Krzyża, bo chrześcijaństwo pozbawiło ich charakteru narodu uprzywilejowanego w oczach Boga i mającego własnego Boga.

Czy judeochrześcijaństwo wyjdzie nam bokiem tak jak wspólne, antyczne korzenie Europy? Wszystko wskazuje, że tak. Prawdę mówiąc, to wychodzi nam od dawna, tylko dopiero teraz niektórzy z nas obudzili się. Szkoda tylko, że trochę za późno.

Wiesław Liźniewicz

Źródło: https://bb-i.blog/2019/08/19/judeochrzescijanstwo/

czytaj cały artykuł...

Więcej artykułów od globalizacja