Go to ...

Newsy Polska i Świat

Wolne polskie media bez cenzury

Lipiec 21, 2018

„WOLNE SĄDY” czyli winny niezaspokojenia ciekawości strażnika miejskiego


Czy w Polsce można w majestacie prawa zostać uznany winnym wykroczenia do którego w ogóle nie doszło? Oczywiście, że można i to nie rzadko… Nie wiem czy w każdym sądzie, ale w Sądzie Rejonowym w Inowrocławiu na pewno.

Wszystko zaczęło się gdzieś w styczniu 2016 roku, kiedy to na naszym podwórku pojawiły się patrole straży miejskiej. Cel tych wizyt poznaliśmy z początkiem lutego. Przyszła wtedy do mnie sąsiadka z wezwaniem ze straży miejskiej, z pytaniem co ma teraz zrobić. Jej problem polegał na tym, że otrzymała wezwanie alternatywne czyli takie w którym miała się przyznać do popełnionego wykroczenia lub wskazać komu w tym dniu (21 stycznia 2016 r.) powierzyła swój pojazd. Pewnie spytacie co ja mam z tym wspólnego? Otóż, to mi powierzyła ten pojazd… na 30 sekund i to nie w styczniu 2016 roku, a gdzieś w listopadzie roku poprzedniego.  Po prostu, sąsiadka nagle owdowiała i poprosiła mnie pewnego dnia, czy mógłbym przeparkować w inne miejsce podwórka ich auto, dopóki go nie sprzeda. Ona nie potrafi jeździć, a sąsiedzi sugerowali, żeby skoro auta nie używa, przestawić  je „do drugiego rzędu”.

Oczywiście, osobiście przygotowałem w jej imieniu odpowiednie pismo, w którym opisałem całą sytuację i że to ja jej pomogłem. Chodziło o to , żeby jak najszybciej dali spokój wdowie. Ja wiedziałem, że sobie z nimi poradzę. W krótkim czasie otrzymałem wezwanie alternatywne dotyczące auta sąsiadki z pytaniem czy to ja prowadziłem, a jak nie ja, to mam wskazać… taki standard.

Jakie było moje zdziwienie, jak kilka dni później otrzymałem takie samo wezwanie alternatywne, tym razem jednak dotyczące mojego pojazdu. Wkrótce okazało się , że kilku mieszkańców naszego bloku otrzymało takie wezwania. Wszystkie dotyczyły tego samego dnia, a różniły się godziną popełnionego wykroczenia, co 10 minut. Wykroczenia miało polegać na postoju w strefie zamieszkania poza miejscami do tego wyznaczonymi.

Nie wiem jak zachowali się moi sąsiedzi, ja postanowiłem walczyć. Tym bardziej, że stałem się „sprawcą” dwóch wykroczeń, wiec groziły mi dwa mandaty. Oczywiście, postanowiłem nie odpowiadać na przygotowanych przez straż miejską drukach. Wiedziałem, że są one bezprawne i tylko maja za zadanie mnie zmanipulować. Na początek wysłałem w obu sprawach wnioski o umorzenie tych postępowań, oczywiście straż miejska nigdy się do nich nie ustosunkowała. Za to z sobie tylko wiadomych powodów wniosek w sprawie auta sąsiadki potraktowali jako odmowę przyjęcia mandatu, a wniosek dotyczący mojego auta, jako odmowę wskazania kierującego.

Następnie dostarczyłem do komendanta straży miejskiej pismo w którym poinformowałem go, że Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Inowrocławiu, na której terenie miało dojść do zarzucanego mi wykroczenia (postoju w strefie zamieszkania poza wyznaczonym miejscem), nie posiada projektów stałej organizacji ruchu, która to okoliczność skutecznie eliminuje możliwość ukarania kierującego pojazdem za niestosowanie się do znaków drogowych. Do pisma dołączyłem pismo z Zarządu KSM potwierdzające brak tych projektów.

I zaczęły się przepychanki. Najpierw po kolei przyszły wyroki nakazowe z Sądu Rejonowego w Inowrocławiu, od których oczywiście złożyłem sprzeciw.  Pierwszy za auto sąsiadki (Skoda). Po sprzeciwie i i dostarczeniu do sądu pisma z KSM, postępowanie zostało umorzone z powodu nie popełnienia wykroczenia. Od tego postanowienia SM złożyła odwołanie do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. W dniu w którym SO w Bydgoszczy rozpatrywał to odwołanie, w SR Inowrocławiu ruszyła sprawa mojego auta (Scenic). Kiedy sędzina się o tym dowiedziała, postanowiła odroczyć sprawę na miesiąc do otrzymania postanowienia SO w sprawie Skody.  Na następnej rozprawie, gdy dowiedziała się, że SO nakazał jednak przeprowadzić pełne postępowanie w sprawie skody, uznała mnie winnym niewskazania komu powierzyłem Scenica do używania i już. Wyrok ten podtrzymał mimo apelacji Sąd Okręgowy w Bydgoszczy.

Żeby było ciekawiej, ponowną sprawę Skody otrzymała do prowadzenie ta sama sędzia i po ponad trzech miesiącach wydała wyrok uniewinniający mnie od popełnienia wykroczenia.

Ciekawe jak by się teraz tłumaczyła, że skazała mnie za niezaspokojenie ciekawości strażników miejskich.

Z Art. 129b. ustawy „Prawo o ruchu drogowym” wyraźnie wynika, że nie mieli do tego prawa:

Skoro nie było wykroczenia, to nie byli uprawnieni do wykonywania kontroli ruchu drogowego, a skoro nie byli uprawnieni do wykonywania kontroli ruchu drogowego, nie byli upoważnieni do żądania od właściciela lub posiadacza pojazdu wskazania komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie.

Mam nadzieję, że pani sędzia będzie miała okazję się z tego wytłumaczyć, że nie zasłoni się immunitetem…

Jeszcze jeden szczegół nie dawał mi spokoju. Skąd się wziął siedmiodniowy termin, który wciąż się przewijał w wezwaniach alternatywnych, za którego niedotrzymanie zostałem właśnie skazany.

Trochę powęszyłem w przepisach, wysłałem kilka zapytań w trybie dostępu do informacji publicznej do różnych straży miejskich w dużych miastach o podstawę prawną takiego terminu i „wyszło szydło z worka”. Ten termin strażnicy sobie wymyślili, on nie istnieje w żadnej ustawie lub rozporządzeniu. Równie dobrze mogli sobie wyznaczyć 365 dni lub 15 minut. Tego też pani sędzia nie wiedziała?

Coś za dużo tych tych pomyłek. Najwyższy czas to wyjaśnić.

Pora sprawdzić czy  w prokuraturze też nastąpiła „dobra zmiana”.

czytaj cały artykuł...

Więcej artykułów od 3obieg.pl