Marihuana szkodzi zdrowiu

Od dawna badacze, a przynajmniej ich duża ich część, podejrzewali, że lecznicza marihuana nie ma wartości uzdrawiających, o których się tak szeroko rozpisywano, a co miało otworzyć drogę do legalizacji marihuany w celach rekreacyjnych. Ostatnie wyniki badań potwierdzają te przypuszczenia.

Zamieścił je prestiżowy Journal of the American Medical Association, który zawiera wniosek, że „dowody z różnorodnych badań klinicznych nie potwierdzają skuteczności stosowania konopi indyjskich i kannabinoidów w przypadku większości schorzeń w zwalczaniu, których są zalecane, takich jak ostry ból i bezsenność”.

Innymi słowy, medyczna marihuana nie działa, pomimo tego, że jej propagatorzy, użytkownicy i handlarze narkotyków głośno krzyczą, że to następny cudowny lek.

Nie dość, że nim nie jest, udowadniają autorzy powyższej publikacji, to wprost przeciwnie, szkodzi zdrowiu. Codzienne palenie „trawy” ponad dwukrotnie zwiększa ryzyko chorób serca i udaru mózgu oraz zwiększa ryzyko psychozy i zaburzeń lękowych.

Więcej, naukowcy odkryli, że prawie 30 procent osób zażywających leczniczą marihuanę spełnia kryteria uzależnienia. Dla porównania, od 3 do 12 procent ludzi przyjmujących opioidy w celach medycznych zalicza się do tej kategorii.

Chociaż garstka medykamentów zatwierdzonych przez rządową Agencję Żywności i Leków (FDA) zawiera kannobinoidy, sama roślina nie jest i nigdy nie będzie lekarstwem.

Produkty uchodzące za „medyczną marihuanę” dostępne w punktach sprzedaży nie podlegają takim samym regulacjom, jakim podlegają leki w aptekach, a twierdzenia o ich skuteczności nie są poparte naukowymi dowodami.

Dalej, nie ma standardowych procedur dawkowania, brak rządowych testów bezpieczeństwa i weryfikacji produktu oraz brak nadzoru lekarskiego stwierdzającego, czy on pomaga, czy wręcz szkodzi.

W przeciwieństwie medykamentów na receptę, produkt może się różnić w zależności od dostawcy.

W 2025 roku jedne badania wykazały, że palenie marihuany powoduje uszkodzenia naczyń krwionośnych, a drugie udowodniły, że jej użytkownicy o ponad połowę częściej są narażeni na atak serca niż osoby nie palące jej. Z kolei naukowcy z Europy (nie podano kraju) wykazali, że prawdopodobieństwo cukrzycy typu 2 jest cztery razy większe u używających niż u abstynentów.

Jednak wskutek toksycznej kombinacji korporacyjnej chciwości i stanowczej odmowy konfrontacji z badaniami naukowymi, 38 stanów i stołeczny Dystrykt Kolumbii pozwalają lekarzom na wydawanie zaleceń dotyczących medycznej marihuany.

Dane na poziomie stanowym odnośnie tych zaleceń powinny zaniepokoić wszystkich, którym na sercu leży zdrowie publiczne.

W Pensylwanii w 2022 roku siedemnastu lekarzy wydało astronomiczną liczbę 132 tys. zezwoleń używania medycznej marihuany, to jest jedną trzecią wszystkich wystawionych w tym stanie.

Co to oznacza w szerszym kontekście? Społeczną normalizację palenia „trawki”, która w dalszej kolejności doprowadzi do całkowitej akceptacji, ale należy pamiętać, że marihuana ma szerokie powiązania z psychozą, przemocą i przestępczością.

Najbardziej wpływa na młodych mężczyzn, co wykazały badania w Danii. Odpowiada za 30 procent przypadków schizofrenii tej grupy wiekowej i znacznie przyczynia się do aktów przestępczych.

Przełomowe badania z 2024 roku udowodniły silny związek zalegalizowanej marihuany z wyraźnym wzrostem liczby morderstw, kradzieży i innych przestępstw. W stanie Nowy Jork, wraz z dopuszczeniem jej używania, wzrosła liczba wizyt na pogotowiu. Pali ją także więcej kobiet w ciąży. Jak grzyby po deszczu powstało około 8 tysięcy nielegalnych punktów sprzedaży.

Argumentów obalających zdrowotne korzyści palenia „marychy” jest więcej, ale dalsze ich wymienianie i tak nie przekona wierzących w jej cudowne wartości lecznicze. To tak, jak mówić alkoholikowi, że picie nie jest zdrowe. I tak nie posłucha. Z marihuaną jedno jest pewne: szkodzi zdrowiu.

Autor: Wiesław Cypryś

Artykuł Marihuana szkodzi zdrowiu pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.

Może Ci się spodobać