Patryk Szwichtenberg to aktor filmowy, telewizyjny i teatralny; muzyk i kompozytor. W Nowym Jorku oglądaliśmy go na scenie podczas koncertu poświęconego twórczości Zbigniewa Wodeckiego oraz w przedstawieniu poetyckim „Jan Paweł II, Święty z Wadowic”, gdzie występował przy akompaniamencie zespołu „Krzysztof Odrobina Band”. Z artystą rozmawiamy przy okazji kolejnej wizyty w Wielkim Jabłku.
Z internetu i mediów społecznościowych wiemy dość dużo o Twoich działaniach artystycznych, a prawie nic o życiu prywatnym. Odsłonisz rąbek tajemnicy? Skąd pochodzisz, jak doszło do tego, ze postanowiłeś zdawać do szkoły aktorskiej?
Pochodzę z Gdańska i od bardzo młodego wieku interesowała mnie sztuka. W moim domu zawsze była obecna muzyka, więc naturalnie zacząłem grać na instrumentach. Z czasem odkryłem też scenę. Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy stanąłem przed publicznością i poczułem, że to jest przestrzeń, w której naprawdę żyję. Droga do szkoły aktorskiej nie była jakimś jednym wielkim planem od początku. Moja koleżanka z klasy zdawała i powiedziała mi o tym. Stwierdziłem, że też spróbuję. Raczej była to ciekawość i potrzeba wyrażania siebie. Z czasem zrozumiałem, że chcę się temu poświęcić poważnie. Zdawałem do szkoły teatralnej z ogromną determinacją – i kiedy się dostałem, wiedziałem, że zaczyna się bardzo ważny rozdział mojego życia.
Przeczytałam, że jesteś również muzykiem i kompozytorem. Grasz na skrzypcach i fortepianie. Jaki rodzaj muzyki pociąga Cię najbardziej, dla kogo i co komponujesz?
Muzyka jest dla mnie czymś bardzo osobistym. Gram na skrzypcach od dziecka i rzeczywiście od lat komponuję. Nie traktuję muzyki tylko jako dodatku do aktorstwa – to dla mnie równoległy świat. Nie mam ulubionych gatunków. Słucham każdego rodzaju muzyki. Lubię tworzyć dźwięki, które budują atmosferę sceny albo pomagają widzowi wejść głębiej w historię. Często komponuję muzykę do projektów teatralnych albo do własnych pomysłów scenicznych. Muzyka jest dla mnie trochę jak drugi język – czasem potrafi powiedzieć więcej niż słowa.
Po studiach występowałeś w Teatrze Muzycznym „Capitol” we Wrocławiu i w Teatrze Muzycznym w Gdyni, jednak od 2018 roku współpracujesz z Teatrem Bagatela. Czy gra w musicalach jest spełnieniem Twoich marzeń?
Po studiach rzeczywiście pracowałem gościnnie we Wrocławiu i w Gdyni. To był bardzo intensywny i piękny czas. Musical daje ogromną energię, bo łączy aktorstwo, muzykę i ruch sceniczny. W Gdyni w tamtym czasie zrobiliśmy „Tlen” Iwana Wyrypajewa. Był to ryzykowny pomysł, aby zrobić spektakl dramatyczny w takim miejscu, ale uważam, że efekt był wspaniały. Przedstawienie reżyserował Rudolf Zioło.
Podczas naszej rozmowy powiedziałeś, że musisz ją na kilka godzin przerwać, ponieważ za chwilę wchodzisz na scenę w teatrze. W jakich spektaklach obecnie występujesz?
Aktualnie gram w siedmiu tytułach. Są to zróżnicowane rzeczy. Od bajki dla dzieci po „Proces” Franza Kafki. Rozpiętość gatunkowa jest dość szeroka. W zeszłym roku wyreżyserowałem swój monodram, opowiadający o relacji człowieka ze sztuczną inteligencją. W teatrze spędzam bardzo dużo czasu.

Czy granie przez cztery lata w serialu „Stulecie winnych”, a teraz od 2024 roku w „M jak miłość” gwarantuje tylko stabilizację finansową, popularność i rozpoznawalność, czy jest również wyzwaniem, poważnym zadaniem aktorskim?
Serial oczywiście daje pewną stabilność – finansową i zawodową – ale jednocześnie jest bardzo wymagający. Tempo pracy w telewizji jest szybkie. Często trzeba bardzo szybko budować sceny i emocje. Grałem cztery lata w „Stuleciu Winnych”, a teraz jestem w „M jak miłość”. Każdy z tych projektów jest inny, ale oba wymagają dużej koncentracji i dyscypliny. Myślę, że dla aktora najciekawsze jest to, że serial pozwala rozwijać postać przez długi czas. Można obserwować, jak bohater się zmienia i dojrzewa.
W filmie „Osiecka” wcieliłeś się w postać Seweryna Krajewskiego. Wiedząc o Twoich pasjach muzycznych można by się pokusić o stwierdzenie, że to idealna rola dla Ciebie. Fajnie było zagrać tę rolę?
To była dla mnie bardzo ciekawa przygoda. Seweryn Krajewski to legenda polskiej muzyki, więc oczywiście pojawia się odpowiedzialność – żeby jak najwierniej oddać jego wrażliwość i klimat tamtej epoki. Dla mnie było to też szczególne spotkanie muzyki i aktorstwa. Bardzo lubię takie momenty w pracy, kiedy moje różne pasje zaczynają się przenikać. Tak, że tak – to była rola, którą wspominam z dużą przyjemnością.
Od pewnego czasu coraz częściej można spotkać Cię w Nowym Jorku. Kiedy przyleciałeś tu po raz pierwszy i z jakim projektem?
Nowy Jork pojawił się w moim życiu kilka lat temu. Przyleciałem tu po raz pierwszy w związku z projektami artystycznymi i spotkaniami z ludźmi ze środowiska filmowego i teatralnego. To miasto ma niesamowitą energię. Kiedy tu jestem, mam poczucie, że wszystko jest możliwe. Z jednej strony inspiruje, z drugiej uczy pokory, bo konkurencja i tempo są ogromne.

Czy myślisz o przeprowadzce do Stanów na stałe? Sądzisz, że uda Ci się zbudować karierę w mieście, które oferuje nieskończoną liczbę możliwości, a które jest jednocześnie tak trudne? Nazywają je przecież nie bez powodu „betonową dżunglą”.
Nie wykluczam tego. Myślę, że każdy artysta w pewnym momencie zadaje sobie pytanie o nowe przestrzenie i nowe wyzwania. Nowy Jork rzeczywiście bywa nazywany dżunglą – i coś w tym jest. Ale jednocześnie jest to miejsce, w którym spotykają się artyści z całego świata. Na razie staram się rozwijać projekty zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zobaczymy, dokąd zaprowadzi mnie ta droga.
Właśnie wybierasz się do nas ponownie. Tym razem będziesz występował w teledysku. Opowiesz nam trochę o tym? Co to za teledysk?
Tak, rzeczywiście będę pracował teraz przy teledysku w Nowym Jorku. To projekt muzyczny, w którym pojawię się jako aktor. Nie chcę jeszcze zdradzać wszystkich szczegółów, ale mogę powiedzieć, że to bardzo ciekawa, artystyczna produkcja. Klimatyczna, trochę filmowa. Dla mnie takie projekty są fascynujące, bo teledysk często pozwala opowiedzieć historię w bardzo skondensowanej formie.
Czy lubisz marzyć, a jeśli tak, to o czym?
Bardzo lubię marzyć. Myślę, że to jest paliwo dla artysty. Ale staram się też, żeby moje marzenia nie były tylko abstrakcją. Lubię zamieniać je w konkretne działania – projekty. Czasem marzenia wydają się bardzo odległe, ale kiedy zaczynasz robić pierwszy krok, nagle okazuje się, że są bliżej, niż myślałeś.
Na koniec naszej rozmowy zapytam: czego Ci życzyć?
Chyba odwagi. Odwagi do podejmowania nowych wyzwań i do pozostawania wiernym temu, co naprawdę mnie interesuje jako artystę. I oczywiście dobrych spotkań z ludźmi – bo w tej pracy to właśnie spotkania najczęściej prowadzą do najciekawszych rzeczy.
Bardzo dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Nowym Jorku.
Również bardzo dziękuję.
___________________________________________________________________________________
Patryk Szwichtenberg
Aktor filmowy, telewizyjny i teatralny; muzyk i kompozytor. W 2017 roku ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWST w Krakowie. Od 2018 jest członkiem zespołu artystycznego Teatru Bagatela. Popularność przyniosły mu role w serialu „Stulecie winnych” oraz „M jak miłość”.
___________________________________________________________________________________
Autor: Ella Wojczak, Polish Theatre Institute in the USA
Artykuł Nie wykluczam przeprowadzki do Stanów na stałe pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.