„W mojej rodzinie druga wojna światowa nie skończyła się 8 maja 1945 roku. Ona cały czas trwała i trwa nadal. Ja jestem jej naocznym świadkiem – mówił w jednym z wywiadów nieżyjący już mistrz Andrzej Pityński opowiadając o swoich rodzicach, Stefanii i Aleksandrze oraz o wujku Michale Krupie – Żołnierzach Wyklętych. Również on do końca swojego życia kontynuował tę walkę, lecz jak twierdził, nie bronią tylko „pomnikami, które krzyczą na cały świat prawdę o zakłamanej historii polskiego narodu”.
Od piętnastu lat, 1 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Jego termin nie jest przypadkowy bowiem upamiętnia rocznicę zamordowania przez komunistów siedmiu członków ostatniego, IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z płk. Łukaszem Cieplińskim na czele. Miało to miejsce w warszawskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej na Mokotowie 1 marca 1951 roku.
Tematyka Żołnierzy Niezłomnych była szczególnie bliska mistrzowi Andrzejowi Pityńskiemu, który bardzo często w wywiadach poruszał tę kwestię i przypominał o niepodległościowej i antykomunistycznej działalności swoich rodziców oraz wujka. Stworzył nawet kilka tablic nagrobnych i pomników upamiętniających Żołnierzy Wyklętych, dwa z nich – Partyzanci oraz Partyzanci II znajdują się na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, jeden w Bostonie, MA, a drugi w Hamilton, NJ. Oba uwieczniają twarze Żołnierzy Wyklętych, m.in. jego ojca oraz wujka i powstały wiele lat przed tym, jak w Polsce zaczęto oficjalnie mówić o upamiętnieniu bohaterów antykomunistycznego podziemia. Monument znajdujący się w Bostonie został odsłonięty w 1983 roku i był pierwszym na świecie pomnikiem honorującym Żołnierzy Niezłomnych, natomiast rzeźbę w Hamilton zainstalowano w 1999 roku. Poza tym mistrz Pityński stworzył także pomnik Żołnierzy Wyklętych, który znajduje się w Jaśle i był odsłonięty w 2019 roku, a poza tym jest fundatorem dorocznej – wynoszącej 500 dolarów – nagrody im. Michała Krupy ps. „Wierzba” oraz „Pułkownik”, ostatniego partyzanta oddziału „Wołyniaka” Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Jest ona przyznawana w dziedzinie literatury i sztuki przez redakcję krakowskiego kwartalnika „Wyklęci”.

KULA I PEREŁKA
„Moi rodzice poznali się w partyzantce. Mój tatuś Aleksander Pityński, ps. ‘Kula’, był żołnierzem NOW-AK, oddziału 'Ojca Jana’, a potem NZW oddziału 'Wołyniaka’, kapitana Józefa Zadzierskiego. Po zbombardowaniu Ulanowa 17 września 1939 roku przez Luftwaffe, siostra ojca 16-letnia Józia została zabita, a dwie młodsze siostry, Tereska i Dania zostały ranne. Ojciec w wieku 16 lat poszedł do partyzantki. Brał udział we wszystkich akcjach dywersyjnych, walczył z Niemcami, Armią Czerwoną, z bandami UPA i z polskim UB, KBW, MO i ORMO. Został ranny pod Kuryłówką 7 maja 1945 roku podczas największej partyzanckiej bitwy z NKWD i Armią Czerwoną. Również moja mama, sanitariuszka Stefania ps. ‘Perełka’ została ranna w tym samym starciu będąc na pierwszej linii ognia, za co dostała Krzyż Walecznych. Po bitwie oboje zostali odwiezieni na tej samej furmance do szpitala w Jarosławiu i tak się poznali” – usłyszałem w jednym z wywiadów, jakie miałem okazję przeprowadzić z mistrzem Andrzejem Pityńskim. Nieżyjący już artysta-rzeźbiarz zawsze z wielką estymą i szacunkiem wypowiadał się na temat swojej rodziny, której od wielu pokoleń przyświecało hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna”, stanowiące swoisty życiowy drogowskaz.
Jego rodzice pobrali się 20 stycznia 1946 roku w Tarnawcu i mimo odniesionych ran, gdy tylko zdrowie im pozwoliło, powrócili do oddziału „Wołyniaka” uczestnicząc w kolejnych walkach partyzanckich z Sowietami, kolaborantami i z UPA. Wraz z nimi w oddziale tym był brat Stefanii, Michał Krupa ps. „Pułkownik” oraz „Wierzba”. Po samobójczej śmierci dowódcy Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, co miało miejsce 29 grudnia 1946 roku, Aleksander Pityński odszedł wraz z ciężarną żoną z oddziału. Ukrywali się w różnych miejscach na terenie Ulanowa, a 15 marca 1947 urodził się ich syn Andrzej Pityński. „’Wołyniak’ popełnił samobójstwo, bo był osaczony przez UB i KBW. Walczył z nimi, mimo że miał już tylko piętnastu ludzi. W jednej potyczce dostał serię w ramię. Pojawiło się zakażenie i gangrena, dlatego widział, że nie da sobie rady już z tymi swoimi ludźmi. Zastrzelił się, żeby dać im szansę uciekać, bo wiedział, że jest obciążeniem dla oddziału. I to się odbyło w takiej małej miejscowości, w Szegdach, gdzie były tylko cztery chałupy z jedną studnią” – wspominał Andrzej Pityński. Po śmierci „Wołyniaka” oraz odejściu „Kuli” i „Perełki” z oddziału, na jego czele stanął Adam Kusz ps. „Garbaty”, pod którego dowództwem grupa ta walczyła do 1950 roku.
Natomiast Aleksander Pityński, miesiąc po narodzinach syna Andrzeja, postanowił skorzystać z ogłoszonej wówczas amnestii. „Tatuś ujawnił się w kwietniu 1947 roku. Mama nigdy się nie ujawniła, ukrywała się wraz ze mną u rodziny w Ulanowie. Kilka dni po ujawnieniu ojciec był aresztowany, przeszedł całe stalinowskie piekło przesłuchań, bicia i tortur w Urzędzie Bezpieczeństwa w Nisku i na zamku w Rzeszowie. Najbardziej pastwił się nad nim młody Żyd, porucznik UB Roman Krawczyński i prymitywny Ukrainiec Kendra” – opowiadał podczas naszej rozmowy mistrz Andrzej Pityński.
Po zwolnieniu jego ojca z aresztu ich rodzina nadal była poddana prześladowaniom w postaci rewizji, najścia domu, przeszukiwań oraz pobić ze strony funkcjonariuszy komunistycznych władz. „Nocne rewizje były częste i brutalne, wówczas cały dom był obstawiony przez milicję i ORMO, ludzi w hełmach uzbrojonych w pepesze. Podczas jednej z nich wywlekli nas na zaśnieżone podwórko. Stałem z dziadziem boso na śniegu i patrzyłem jak kilku UB-eków bije pałkami i kolbami ojca skutego kajdankami. Jego białe kalesony oraz śnieg były czerwone od krwi, a ja dusiłem się z bólu, bo nie wolno było mi płakać. Potem wrzucano ojca do milicyjnej ‘suki’ i długo go nie widziałem. Później były paczki wysyłane do więzienia oraz odwiedziny u ojca. To wszystko odbiło się na mnie, jako dziecko zacząłem się jąkać, co trwało aż do liceum” – wspominał nieżyjący już artysta-rzeźbiarz, dodając, że w ich domu były podsłuchy, a rodzina cały czas była poddawana różnym prowokacjom. „Podczas jednej z nich w 1966 roku, w obronie ojca pobiłem kilku pijanych ormowców, którym na ratunek pospieszyli milicjanci z psem. Za to UB-ecy, w niedzielę po sumie, zrobili mi sąd pokazowy w kinie Hel na rynku w Ulanowie. Przyprowadzono mnie tam jak bandytę skutego kajdankami w obstawie milicjanta i ormowca z pepeszami na ramieniu, a do środka zgoniono mieszkańców Ulanowa i licealistów, tak że kino pękało w szwach. To miało zniszczyć moją przyszłość” – wyjaśniał Andrzej Pityński. Zresztą jego dziecięce i młodzieńcze lata naznaczone były piętnem antykomunistycznej przeszłości jego rodziców. „Okres mojego dzieciństwa przypadł na najbardziej stalinowski czas UB-eckiego terroru. Urodziłem się w rodzinie ‘bandytów’, na marginesie życia politycznego PRL. Ja również byłem ‘bandytą’, jednym z nich. Profesor Michał Maziarz, komunista ze wsi Przędzel, którego brat był UB-ekiem zlikwidowanym przez NZW, na konferencji nauczycielskiej, przed moim egzaminem dojrzałości powiedział: ‘Komu chcecie dać maturę? Bandycie?’. Żyliśmy cały czas w niepewności jutra” – opowiadał mistrz Pityński. Po wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku, jego ojciec był internowany w Załężu pod Rzeszowem. Natomiast w 1993 roku został awansowany do stopnia porucznika Wojska Polskiego. Zmarł 16 grudnia 1994 roku. Został odznaczony Krzyżem Walecznych (za udział w bitwie pod Kuryłówką), trzykrotnie Medalem Wojska, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej oraz odznaką pamiątkowa Akcji „Burza”. Z kolei mama Andrzeja Pityńskiego – Stefania ps. „Perełka” była awansowana do stopnia podporucznika. Odznaczona została Krzyżem Walecznych (za udział w bitwie pod Kuryłówką), Krzyżem Armii Krajowej oraz Medalem Wojska.

WUJEK MICHAŁ
Najstarszy brat Stefanii, matki Andrzeja Pityńskiego, Michał Krupa ps. „Pułkownik” oraz „Wierzba”, działalność w konspiracji rozpoczął w ramach Narodowej Organizacji Wojskowej, gdy został członkiem Oddziału Partyzanckiego NOW-AK „Ojca Jana”, którym dowodził Franciszek Przysiężniak. Był specjalistą w posługiwaniu się ręcznym karabinem maszynowym. W oddziale służył do czasu jego rozbicia przez Niemców 27 grudnia 1943 roku pod Grabą, po czym odszedł wraz Józefem Zadzierskim ps. „Wołyniak” i został żołnierzem utworzonej przez niego w okolicach Leżajska nowej jednostki partyzanckiej – oddziału dyspozycyjnego Komendy Okręgu Rzeszów NOW – operującej na obszarze Zasania. Po nadejściu frontu wschodniego nadal pozostał w podziemiu, brał udział w bitwie pod Kuryłówką 7 maja 1945 roku. Michał Krupa w oddziale „Wołyniaka” uczestniczył w walkach partyzanckich z Sowietami, kolaborantami oraz z UPA. Po samobójczej śmierci dowódcy Józefa Zadzierskiego 29 grudnia 1946 roku służył pod komendą Adama Kusza ps. „Garbaty” i nadal walczył z komunistami. Gdy ich oddział został otoczony i rozbity 15 sierpnia 1950 roku koło Gerlachów, Michał Krupa był jednym z trzech partyzantów, którzy przebili się przez trzy pierścienie okrążenia pacyfikatorów.
Później prowadził samodzielną działalność partyzancką i ukrywał się w stodołach oraz w bunkrach. W tym czasie wsparcia i zaopatrzenia udzielała mu rodzina Pityńskich, mimo że przez cały ten czas była prześladowana przez służby PRL. „Dowoziliśmy mu z moim tatą prowiant, gazety i lekarstwa. W 1958 roku jeszcze odwiedziliśmy go pod Kulnem, gdzie się ukrywał. No i rok później tam go dopadli. Okrążyli go, był sam w bunkrze, a ich było kilkuset. I zagrozili, że spalą napalmem gospodarstwo, taką starą chałupę pod którą był ten bunkier. A tam mieszkała rodzina z dwójką małych dzieci. Tak więc Michał się poddał. Wyszedł. No i tam go dopadli” – opowiadał ze smutkiem Andrzej Pityński.
Po aresztowaniu Michał Krupa, który był jednym z najdłużej ukrywających się Żołnierzy Wyklętych, został trzykrotnie skazany na karę śmierci, która po amnestii została złagodzona na dożywocie, a później na 15 lat pozbawienia wolności. Wyszedł na wolność w 1965 roku, po czym zamieszkał z rodziną Pityńskich w Ulanowie. Po jakim czasie ożenił się z Janiną Tarnawską, która pochodziła z Wólki Tanewskiej i pracował w gospodarstwie rodzinnym. Zmarł 24 sierpnia 1972 roku. Został pochowany na cmentarzu w Ulanowie.

PARTYZANCI W BOSTONIE
Jest to pierwszy na świecie pomnik upamiętniający Żołnierzy Wyklętych. Monument powstawał od 1979 do 1983 roku i został odsłonięty 10 listopada 1983 roku. Z tej okazji burmistrz Bostonu Kevin White, proklamował ten dzień „Dniem Polskich Partyzantów”. Monument pierwotnie miał stać na Boston Common przy skrzyżowaniu Beacon Street i Charles Street przez sześć miesięcy, a pozostał tam przez 23 lata. 18 stycznia 2006 roku burmistrz Bostonu Thomas Menino postanowił przenieść pomnik w inne miejsce i ostatecznie, 6 września 2006 roku znalazł się on w nowej lokalizacji, przy World Trade Center Station na trasie MBTA’s Silver-Line.
Monument ma 7 metrów wysokości, 10 metrów długości i 4 metry szerokości. Przedstawia pięciu uzbrojonych jeźdźców na koniach w marszu. Ich pozy przedstawiają zmęczenie i wycieńczenie tułaczką i walkami. W rzeczywistości są to postaci Żołnierzy Niezłomnych, których twarze przedstawiają: Aleksandra Pityńskiego ps. „Kula”, Adama Kusza ps. „Garbaty”, Stanisława Pelczara ps. „Majka”, Michała Krupę ps. „Pułkownik” oraz Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak”. Inspiracją dla mistrza Andrzeja Pityńskiego były sceny zapamiętane podczas spotkania z partyzantami antykomunistycznymi z grudnia 1959 roku. Wówczas jako 12-letni chłopak wraz z ojcem Aleksandrem odwiedził żołnierzy, wśród nich wujka Michała Krupę i dostarczył im zaopatrzenie. Widok poruszających się konno partyzantów w klimacie zimy nad rzeką Tanwią stanowił dla niego obraz przedstawiony na pomniku.
Podobny monument – Partyzanci II, lecz w nieco zmodyfikowanej wersji – niektóre elementy zostały bardziej uwypuklone, inne mniej – został także w 1999 roku postawiony w Hamilton, NJ.
Autor: Wojtek Maślanka
Artykuł Niezłomna rodzina mistrza Andrzeja Pityńskiego pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.