Odszedł niezwykły jazzman

„Wielki człowiek i muzyk”, „legenda i ikona jazzu, „światowy kompozytor i jazzowy artysta”, „dusza towarzystwa i osoba bardzo skromna, oddana muzyce, scenie i publiczności”, „niezwykły człowiek” – to określenia, którymi rozmówcy „Nowego Dziennika” opisują Michała Urbaniaka. Słynny jazzman zmarł 20 grudnia w wieku 82 lat. 

Wojtek Maślanka

Światową renomę zdobył dzięki współpracy z Milesem Davisem przy jego płycie „Tutu” nagranej w 1985 roku, a także późniejszym koncertom z tym legendarnym jazzmanem. Michał Urbaniak, to skrzypek, saksofonista, aranżer i kompozytor, który znany jest także jako współtwórca i kreator muzyki fusion łączącej rock z jazzem, do którego później dodał także rap i hip-hop. Nagrał kilkadziesiąt autorskich płyt, jest również twórcą muzyki do filmów i spektakli teatralnych.

Zmarły artysta był znany m.in. jako znakomity skrzypek jazzowy / Foto: WOJTEK KUBIK

Wśród artystów, z którymi grał i współpracował – prócz Milesa Davisa – znalazły się także inne sławy jazzu, jak: Quincy Jones, Freddie Hubbard, Elvin Jones, Herbie Hancock, Chick Corea, George Benson, Billy Cobham, Wayne Shorter, Marcus Miller, Stephane Grappelli, Joe Zawinul, Ron Carter, Kenny Barron, Buster Williams oraz Mike Flythe. Koncertował w słynnych klubach jazzowych, m.in. w Blue Note, Village Vanguard, Sweet Basil oraz w prestiżowych salach koncertowych, takich jak Carnegie Hall, Beacon Theatre, czy Avery Fisher Hall. Grał również na najważniejszych światowych festiwalach, a w 1971 roku zdobył Grand Prix Festiwalu w Montreaux dla najlepszego solisty.

Były redaktor „Nowego Dziennika” Marcin Żurawicz (z lewej) podczas wywiadu z Michałem Urbaniakiem / Foto: MIKA URBANIAK

Był wielokrotnie nagradzany i honorowany. W 1992 roku jego nazwisko znalazło się wśród gwiazd jazzu na pierwszym miejscu w pięciu kategoriach rankingu opiniotwórczego magazynu „Down Beat”. W 2016 roku otrzymał Złotego Fryderyka za całokształt działalności muzycznej, a w 2020 roku został odznaczony Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Wojciech Fibak (z prawej) tłumaczy Michałowi Urbaniakowi jak zaserwować piłeczkę tenisową / Foto: WOJTEK KUBIK

Michał Urbaniak na pewno był osobą spełnioną artystycznie, ale nigdy nie poprzestał na odcinaniu kuponów od swojej popularności. Myślami zawsze wybiegał w przyszłość i ciągle chciał tworzyć kolejne projekty, komponować muzykę, koncertować i nagrywać płyty. W wywiadach często podkreślał, że „ma pasję, która nie wygasa” oraz „więcej pomysłów niż możliwości realizacji”. Mimo iż zdobył uznanie na całym świecie, nigdy się nie wywyższał i nie lubił się identyfikować z górnolotnymi określeniami nawiązującymi do jego osiągnięć. „Jestem Michałem Urbaniakiem, wszelkie hasła typu 'legenda’ mnie nie interesują. Oczywiście, znam swoją wartość i ciągle się szczypię, sprawdzam, czy aby przypadkiem moje życie to nie sen. Sen, który nad ranem nagle zamieni się w brutalną rzeczywistość” – podkreślił w wydanej w 2024 r. książce „Michaś”, czyli w wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Jacka Góreckiego.

Michał Urbaniak podczas występu ze swoją córką Miką / Foto: WOJTEK KUBIK

Niestety, tą „brutalną rzeczywistością” okazała się choroba i różne powikłania zdrowotne, z którymi zmagał się od 2024 roku. Niebawem, 22 stycznia, obchodziłby 83 urodziny… niestety zmarł miesiąc wcześniej, 20 grudnia 2025 roku. Jego pogrzeb odbył się 7 stycznia br. i miał charakter państwowy. Urna z prochami słynnego jazzmana spoczęła w Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

Michał Urbaniak (z lewej) podczas koncertu, w którym wziął udział m.in. słynny perkusista Mike Flythe (drugi z prawej) / Foto: WOJTEK KUBIK

Odejście Michała Urbaniaka odbiło się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale również w świecie, a zwłaszcza w Nowym Jorku, mieście do którego przyjechał w 1962 roku i nie tylko się nim zakochał, ale także które okazało się dla niego prawdziwym domem, i któremu zawdzięcza swoją karierę muzyczną. W mediach i prasie legendarnego muzyka wspominali zarówno przyjaciele, dziennikarze jak inni artyści. Wszyscy podkreślali jego kunszt muzyczny, charyzmę sceniczną, ponadprzeciętność, miłość do jazzu, sceny, koncertów i publiczności, a także jego niesamowitą skromność. Tak też było w przypadku interlokutorów „Nowego Dziennika”, którzy mieli okazję niejednokrotnie spotkać się z tym legendarnym muzykiem, a nawet z nim współpracować.

Michał Urbaniak wraz z Deggrą Flythe, prezenterką jazzowego radia Atomic Cosmos / Foto: WOJTEK KUBIK

Znany polonijny fotografik Wojtek Kubik poznał Michała Urbaniaka przypadkowo na Manhattanie, w 1980 roku, tuż po swoim przyjeździe do Nowego Jorku. Było to w okolicy Bryant Parku tuż przy wyjściu z metra. „Idę ulicą i widzę twarz, którą znałem z Polski ze zdjęć i od razu skojarzyłem ją z największą gwiazdą polskiego jazzu mieszkającą w Stanach Zjednoczonych. Tak więc od razu zapytałem: 'Przepraszam, pan Michał?’, a on odpowiedział: 'Tak’, i w ten sposób rozpoczęliśmy dłuższą rozmowę” – wspominał nasz rozmówca, dla którego był to pierwszy osobisty kontakt z tym legendarnym muzykiem. Jazzman zapytał go o powód pobytu w Wielkim Jabłku oraz to czym się zajmuje. Wojtek Kubik chciał wówczas kupić aparat fotograficzny, więc Michał Urbaniak od razu polecił mu – jego zdaniem – najlepszy sklep z takim sprzętem, który mieścił się naprzeciwko Nowojorskiej Biblioteki Publicznej, na rogu Piątej Alei i 42 Ulicy. „Powiedział mi żebym się powołał na niego i polecił mi aparat firmy Contax, który sam używał. I tak zaczęła się nasza znajomość” – wyjaśnił Wojtek Kubik, który później wielokrotnie robił mu zdjęcia podczas różnych koncertów czy to w klubach na Greenpoincie, czy też na Manhattanie. „Największe wydarzenie jakie z nim fotografowałem to był koncert z Georgem Bensonem, który dla mnie był najlepszym występem Michała Urbaniaka jaki widziałem” – zaznaczył nasz rozmówca. Dodał, że miał okazję robić mu zdjęcia w różnych miejscach, również na korcie tenisowym, bowiem był on zakochany w tym sporcie. „Wojciech Fibak, który był nim zafascynowany, uczył go kiedyś serwowania i miałem okazję to sfotografować” – opowiadał Wojtek Kubik. Ostatni raz miał przyjemność utrwalić jego występ około sześć lat temu. Występował wówczas z doskonałym amerykańskim perkusistą, kuzynem Duke’a Ellingtona Mikiem Flythe, którego żona Deggra prowadzi w Nowym Jorku jazzowe radio Atomic Cosmos. Polonijny fotografik w samych superlatywach wypowiedział się o zmarłym artyście. „Odszedł wielki człowiek i muzyk, legenda i ikona jazzu. Był otwarty i chętny do pomocy, o czym świadczy chociażby nasze przypadkowe pierwsze spotkanie i kilkunastominutowa rozmowa, mimo że wówczas byłem dla niego zupełne nieznaną osobą. Był bardzo przychylny i chętny do rozmowy z każdą osobą, a także otwarty na poznawanie nowych ludzi. Chętnie także wspierał młodych i utalentowanych muzyków” – podkreślił Wojtek Kubik.  

Legendarny jazzman wraz z raperem o pseudonimie Six w The Limelight na Manhattanie / Foto: WOJTEK KUBIK

Z kolei były menedżer Czesława Niemena i Ireny Jarockiej, mieszkający od wielu lat w Jersey City, NJ, Jan Wiśniewski z Michałem Urbaniakiem w metropolii nowojorskiej spotykał się raczej na bazie towarzyskiej, natomiast zawodową współpracę miał z nim w Polsce, gdzie organizował koncerty, na których również występował ten legendarny muzyk. „Mimo początkowej niechęci Czesława Niemena, udało mi się go namówić do występu na Jazz Jamboree w Sali Kongresowej w Warszawie, w październiku 1986 roku. Wraz z nim zagrał Michał Urbaniak i Wojciech Karolak. Najbardziej zadziwił mnie wówczas fakt, że dali rewelacyjny koncert bez żadnej wcześniejszej próby. Znali się świetnie i rozumieli na scenie. To świadczy o ich wielkości, profesjonalizmie i zawodowstwie. Wystąpili wówczas z takim jazzowo-rockowo-popowym repertuarem, w którym oczywiście pojawiły się przeboje Czesława Niemena, ale także jeden instrumentalny utwór Michała Urbaniaka, który właściwie przez cały koncert wprowadzał taki jazzowy klimat” – wspominał Jan Wiśniewski. Dodał, że później wszyscy wyruszyli w trasę koncertową po dużym polskich miastach i ich występy wszędzie były rewelacyjne i świetnie przyjmowane przez publiczność. „Michał Urbaniak był światowym muzykiem, kompozytorem i jazzowym artystą. W Stanach Zjednoczonych występował z największymi sławami. Miał takie kontakty, że podczas swoich występów zawsze towarzyszyli mu najlepsi muzycy. Poza tym był duszą towarzystwa i osobą bardzo skromną, oddaną muzyce, scenie i publiczności. Każdy z nim mógł porozmawiać na różne tematy i nigdy się nie wywyższał” – zaznaczył na zakończenie rozmowy Jan Wiśniewski.

Michał Urbaniak (skrzypce) podczas koncertu w The Limelight na Manhattanie. na zdjęciu także od lewej: Al MacDowell (gitara basowa), Rodney Holmes (perkusja) i raper Six (wokal) / Foto: WOJTEK KUBIK

„Opuścił nas nie tylko wspaniały muzyk, ale też niezwykły człowiek, którego cechował spory polot i gest, nie tylko w graniu, co niestety nie bywa zbyt powszechne” – stwierdził z kolei Marcin Żurawicz, były redaktor i fotoreporter „Nowego Dziennika”. Jego wspomnienia sprzed ćwierć wieku są związane z początkami pracy w naszej gazecie i rozmową jaką wówczas miał przeprowadzić z tym legendarnym muzykiem. „Byłem mocno stremowany. Nie dość, że był to jeden z pierwszych poważnych wywiadów w moim życiu, to jeszcze z Michałem Urbaniakiem, który grał przecież z samym Milesem Davisem” – podkreślił nasz rozmówca. Dodał, że jednak niepotrzebnie się stresował ponieważ podczas ustalania miejsca i terminu rozmowy artysta potraktował go jak starego znajomego. „Umówił się ze mną nazajutrz w jednej z francuskich restauracji przy Central Parku, gdzie zwykł w tamtych czasach spożywać śniadania. Kiedy stawiłem się nazajutrz na miejscu, ku mojemu zaskoczeniu spostrzegłem, że Michał siedzi przy centralnie zastawionym stoliku wraz z całą rodziną, a jedno z miejsc czekało już na mnie. Powitał mnie przyjaznym uśmiechem i przywołał gestem dłoni. Wszyscy go tam znali, gdyż mieszkał tuż za rogiem. Przez kolejne dwie, a może i trzy godziny rozmawialiśmy więc niespiesznie w bliskiej i rodzinnej atmosferze, a ja spożywając kolejnego wykwintnego croissanta nie czułem, aby nasze spotkanie miało cokolwiek wspólnego z wywiadem prasowym. To było jednocześnie moje pierwsze spotkanie z tak zwanym amerykańskim luzem, którego Michał Urbaniak, mimo że tak jak i ja Warszawiak z urodzenia, zdawał się być wybitnym przedstawicielem” – zaznaczył Marcin Żurawicz, który później miał wiele okazji do fotografowania koncertów tego słynnego jazzmana.

Michał Urbaniak był pierwszym na świecie skrzypkiem wynalazcą, który zagrał na pięciostrunowych skrzypcach, zbudowanych wg własnego pomysłu / Foto: WOJTEK KUBIK

Artykuł Odszedł niezwykły jazzman pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.

Może Ci się spodobać