Rok urzędowania, epoka chaosu

Niemal równo rok temu Donald Trump po czteroletniej przerwie, która upłynęła mu na oskarżaniu Joe Bidena, że ukradł mu wygrane w cuglach wybory, powrócił do Białego Domu. Niczego dobrego nie spodziewałem się po tej prezydenturze i wróżyłem nie tylko chaos spowodowany jego polityką w kraju, ale też szkody, jakie wyrządzi na arenie międzynarodowej. Dzisiaj wszystkie prognozy potwierdzają się, a niektóre prezentują się jeszcze gorzej niż komukolwiek się to wydawało możliwe.

Najogólniej mówiąc, prezydentura Trumpa to jeden wielki chaos, który destabilizuje, a nawet przewraca świat do góry nogami. Jego niezrozumiałe, nieprzewidywalne i szalone ruchy dotykają miliony Amerykanów, ale także burzą budowany przez dekady globalny porządek.

Na konferencji swojej sekretarz prasowej podsumowującej pierwszy rok rządów, sam stanął przy mównicy, co jest nietaktem w stosunku do niej, i chwalił się sukcesami, jakich dokonał w tym czasie. Długo wymachiwał plikiem kartek spiętych spinaczem biurowym i mówił, że zawierają one opis bezprecedensowych decyzji swojej administracji, które pozwoliły „Ameryce znowu stać się wielką”. Plik ponoć zawierał 365 stron, gdyż każdy dzień obfitował znaczącą decyzją „złotej ery”. Po czym rzucił je na podłogę. Co to miało oznaczać, jeden Bóg wie, bo dla mnie jest to niewytłumaczalne.

Czy rzeczywiście pierwszy rok w Białym Domu to pasmo sukcesów i powód do świętowania Absolutnie nie, wręcz przeciwnie, to czas bałaganu, zrywania sojuszów i przyjaźni, rujnowania gospodarki i kumania się z adwersarzami. Jeżeli do tego dodać brak poszanowania prawa międzynarodowego, wyroków sądowych i traktatów dwustronnych, to widzimy, że działania Trumpa nie są tym, czego można się spodziewać po przywódcy wolnego świata.

Wymienianie negatywnych posunięć jego pierwszego roku urzędowania zajęłoby zbyt wiele miejsca, żeby zmieścić je w krótkim felietonie, więc ograniczę się do tych najbardziej szokujących. Nie wymieniam ich w kolejności szkodliwych, gdyż nie wszystkie da się ocenić jako takie, ponieważ skutki niektórych były natychmiastowe, innych zaś będzie można zobaczyć za jakiś czas.

Najbardziej eksponowanym i dotykającym największą liczbę państw stało się nałożenie wysokich, później łagodzonych lub podwyższanych ceł na niemal cały świat, w tym sąsiadów Kanadę i Meksyk oraz kraje Unii Europejskiej, a także na Chiny i na towary z państw „robiących interesy” z Iranem.

Drugą decyzją, którą odczuło wiele podmiotów międzynarodowych, było wycofanie Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji, agencji i komisji o zasięgu globalnym. Wśród nich jest Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), czy Komisja Wenecka Rady Europy.

Donald Trump zdecydował także m.in. o wyjściu ze Światowej Organizacji Zdrowia i UNESCO.

W imię sztandarowego hasła kampanii wyborczej „Ameryka na pierwszym miejscu”, który przysporzył mu duży procent głosów, co przeważyło o jego zwycięstwie, wstrzymał wszystkie programy amerykańskiej pomocy zagranicznej. Zapowiedział też likwidację USAID, agencji finansującej 43 procent globalnej pomocy humanitarnej.

W wyliczance o szkodliwych decyzjach Trumpa nie może zabraknąć jego zapędów przejęcia Grenlandii, terytorium zależnego Królestwa Danii, które uważa za niezbędne dla bezpieczeństwa narodowego. Nie wykluczał każdej możliwej opcji jej pozyskania, w tym zakupu lub militarnej okupacji. To, że ostatnio stonował nieco język nie oznacza, że wcześniej, czy później go nie zaostrzy, co odbije się na i tak już kruchych stosunkach z europejskimi sojusznikami.

Co jeszcze zaskakuje w dwunastu miesiącach drugiej kadencji prezydentury krewkiego nowojorczyka Zadzierał z wieloletnimi przyjaciółmi z Europy Zachodniej, dając im do zrozumienia, żeby więcej nie liczyli na sojusz z USA, a jeżeli chcą oni pomagać Ukrainie, niech za amerykańskie dostawy słono płacą.

Z braku miejsca na tych łamach pomijam wojnę u naszych wschodnich sąsiadów, którą Trump miał zakończyć w ciągu jednego dnia i kruchy rozejm w Strefie Gazy, gdzie w dalszym ciągu 50 procent terytorium kontrolują wojska izraelskie, a Hamas nie złożył broni.

Trump za ogromny sukces pierwszego roku na urzędzie uważa uszczelnienie południowej granicy Stanów Zjednoczonych i deportację nielegalnych imigrantów, którzy są kryminalistami i obibokami wykorzystującymi system opieki socjalnej i zdrowotnej. O ile nielegalne przekroczenia granicy z Meksykiem uległo drastycznemu obniżeniu, co większość Amerykanów przyjmuje z aprobatą, tak sposób łapanek na nieudokumentowanych obcokrajowców budzi społeczny protest. Zamaskowani agenci ICE na ulicach używają absolutnie skandalicznych metod i nie oszczędzają nawet obywateli USA. Zastrzelenie matki trójki dzieci, Renee Good w Minneapolis w stanie Minnesota obnażyło ten aspekt.

A jaką ocenę wystawiają prezydentowi Amerykanie? 60 procent z nich jest niezadowolonych z jego rządów. Powodem rozczarowania jest jego polityka gospodarcza i styl sprawowania władzy, a także zbójnicka polityka zagraniczna.

Czy mam jakieś nadzieje, że następny rok Trumpa w fotelu prezydenckim będzie lepszy? Niestety, nie. Obawiam się, że będzie jeszcze gorszy, bo siedzący w nim narcyz dopiero się rozkręca.

Autor: Wiesław Cypryś

Artykuł Rok urzędowania, epoka chaosu pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.

Może Ci się spodobać