W lipcu 2025 roku minęła dwudziesta rocznica od kiedy uaktywnił się tętniak w moim mózgu i całkowicie zgasił światełko mojej świadomości. Zabłysło ponownie dopiero po roku, światłem bardzo wątłym, bezsilnym, ledwie zauważalnym. Dzięki intensywnej rehabilitacji z czasem zaczęło nabierać barw, i świecić coraz mocniej. Dopiero po pięciu latach było na tyle mocne, aby znowu mogło oświetlać drogę mojego życia.
Niekiedy pewne zdarzenia w naszym życiu wydają się być tragiczne, a z czasem okazują się dla nas zbawienne. Tak właśnie było z moją chorobą, bo zmusiła mnie do przerwania picia alkoholu, który zawładnął moim życiem.
Najlepiej jest w ogóle nie pić, a jeśli już to lepiej jest wypić raz na jakiś czas, nawet bardzo dużo, niż mało pić a systematycznie, bo to najprostsza droga, aby wpaść w nałóg alkoholowy.
Ja zacząłem wypijać codziennie jedno piwo po pracy, później dwa trzy i sześć. Ponieważ robiłem to bardzo systematycznie, to nawet nie zauważyłem momentu, w którym zacząłem pić alkohol, aby czuć się i myśleć normalnie. Bez dostarczenia organizmowi potrzebnej dawki alkoholu, nie byłem w stanie funkcjonować.
Z czasem małe dawki i słabe alkohole, takie jak piwo czy wino, już nie wystarczały. Musiałem sięgać po mocniejsze trunki, i robić to coraz częściej. To powodowało, że wpadałem w ciągi alkoholowe, podczas których piłem i paliłem non stop, od dwóch do trzech tygodni. Jadłem w tym czasie sporadycznie, najczęściej w środku nocy i prawdopodobnie gdybym nie zachorował, to już bym nie żył.
W taki sposób, dotarłem do ostatniej fazy uzależnienia. Jest to faza przewlekła (chroniczna). W tej fazie uzależnienia, picie jest nieprzerwane. Osoba uzależniona pije praktycznie bez przerwy, często od rana.
Spada tolerancja na alkohol, wystarczy niewielka ilość alkoholu, aby się upić. Pojawiają się objawy zespołu abstynencyjnego: silne bóle głowy, drżenie, nudności, wymioty, lęki, zaburzenia snu, kołatanie serca, które ustępują po wypiciu alkoholu.
Występują poważne problemy zdrowotne: mogą to być marskość wątroby, psychozy alkoholowe, padaczka alkoholowa, a także inne uszkodzenia narządów. Następuje degradacja moralna i społeczna. Osoba uzależniona traci kontakt z rodziną i bliskimi, zaniedbuje obowiązki zawodowe, a także może sięgać po skrajne środki, aby zdobyć alkohol. Faza przewlekła jest bardzo niebezpieczna i może prowadzić do śmierci, jeśli nie zostanie podjęta terapia. Leczenie alkoholizmu w tej fazie jest trudne, ale możliwe, choć wymaga ogromnego wysiłku i wsparcia ze strony bliskich i specjalistów.
“I w ciężkiej chorobie tkwi dobro.
Kiedy ciało słabnie, silniej czuje się duszę”
~Lew Tołstoj~
Wiele razy próbowałem przestać pić, ale zawsze głód alkoholowy wygrywał. Na trzeźwo czułem się bardzo źle fizycznie, i jeszcze gorzej psychicznie. Cały świat widziałem w czarnych kolorach. Jedynie śmierć wydawała się być oswobodzeniem.
Na szczęście, nigdy nie zrealizowałem tego planu. Teraz już wiem, że ta sytuacja z czasem poprawia się, i naprawdę można fajnie żyć na trzeźwo. Można sobie w tym pomóc, prosząc swojego lekarza o przepisanie środków antydepresyjnych. Początkowo uważałem, że jest to genialne lekarstwo przeciw alkoholizmowi. Teraz już wiem, że tak było w mojej sytuacji, ponieważ depresja była głównym powodem przez który piłem. Alkohol w naszym organizmie na początku działa podobnie do antydepresantu, podnosząc poziom serotoniny w naszym mózgu. Niestety podczas trzeźwienia zaczyna działać w odwrotną stronę. Myślę, że dlatego właśnie wielu samobójców to alkoholicy, którzy na trzeźwo nie potrafili poradzić sobie z własnym życiem. Źródła mojej depresji można doszukać się we wczesnym dzieciństwie, ale to już inna historia.
Dziękuję bardzo moim lekarzom, których wiedza i trafne diagnozy uratowały moje życie.
Dziękuję bardzo mojemu bratu, bratowej i bratankom, że nie zważając na moją niepełnosprawność, i niechlubną historię przyjęli mnie do swojego domu, do swojej rodziny. W tamtym czasie poruszałem się jeszcze na wózku inwalidzkim, więc wspólne życie nie było łatwe. Gdyby nie Ich pomoc, to musiałbym żyć w przytułku dla niepełnosprawnych. Przypuszczam, że gdyby tak się stało, to nie miałbym już siły się podnieść. Nie chciałem być dla nikogo obciążeniem, co tym bardziej mobilizowało mnie do codziennych terapii i ćwiczeń. Po czterech latach wspólnego życia, nabrałem siły i wiary w siebie, że dam radę żyć sam.
Kupiłem samochód, zacząłem znów jeździć i zamieszkałem sam w mieście Glen Cove na wyspie Long Island w Nowym Jorku. Tak… żyję już od 15 lat i radzę sobie całkiem nieźle. Wiem, że jestem uzależniony i do końca życia nie mogę wziąć do ust „procentowych trunków”. Mieszkam sam, więc teoretycznie mógłbym pić, ale nie chcę znowu trafić do „piekła”, odmawiam nawet czekoladki z alkoholem.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy kierowali swoje modlitwy ku Górze w mojej intencji. Wasze modlitwy na pewno pomogły, bo to, że wróciłem do tak dobrej formy, jest prawdziwym cudem.
Dziękuję wszystkim tym, którzy poświęcili swój czas, aby przeczytać mój artykuł. I nie mniej dziękuję tym, którzy udostępnią ten artykuł, aby dotarł do jak największej liczby osób. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że przeczyta go ktoś, kto jest w tej chwili na takim etapie życia, na jakim ja byłem 20 lat temu i przestanie pić.
,,Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i raz jeszcze spróbować. Nigdy nie jest za późno, by na stacji złych zdarzeń, złapać pociąg ostatni i dojechać do marzeń”
~Jan Paweł II~
Pozdrawiam serdecznie!
Życzę pogody ducha, i siły do pokonywania trudów dnia codziennego.
Tomasz Konieczny.
30 sierpnia 2025
Autor zdjęcia: archiwum autora
Artykuł Światło mojej świadomości [LIST DO REDAKCJI] pochodzi z serwisu Nowy Dziennik.