W połowie czerwca 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski postawił bezpośrednie ultimatum białoruskiemu przywódcy Alaksandrowi Łukaszence. Było to jedno z najostrzejszych publicznych ostrzeżeń Kijowa pod adresem Mińska od początku wojny.
19 czerwca 2026 podczas konferencji prasowej w Kijowie Zełenski oskarżył Białoruś o instalację czterech przekaźników sygnałowych (stacji retransmisyjnych) na wieżach komunikacyjnych w dwóch regionach przygranicznych z Ukrainą (głównie Homel/Gomel i Brześć). Sprzęt ten miał pomagać Rosji w naprowadzaniu dronów (m.in. typu Shahed/Geran) na cele na Ukrainie – szczególnie w północnych obwodach jak Żytomierz czy Równe. Zełenski podkreślił, że codziennie giną cywile przez te ataki. Zełenski stwierdził, że Białoruś była już wcześniej ostrzegana kanałami wywiadowczymi i wojskowymi, by „przestała pomagać Rosjanom”. Wydał jednotygodniowe ultimatum:
„Niech usunie ten sprzęt, niech go wyłączy. Myślę, że tydzień wystarczy mu na to. Jeśli tego nie zrobi – zrobimy to my.”
Łukaszenka mówi, że nie chce być wciągnięty w wojnę, ale Rosja „ciągle pcha go głębiej”, a Białoruś jest jednym z głównych dostawców paliwa dla armii rosyjskiej. Wezwał go do uczciwości wobec własnego narodu.
Było to kontynuacją wcześniejszych ostrzeżeń z maja 2026 – Zełenski mówił wtedy o rosyjskich planach wykorzystania terytorium Białorusi do ataków na Ukrainę i zapowiadał przygotowania Ukrainy (wojskowe i dyplomatyczne). Ukraiński dowódca sił bezzałogowych wspomniał nawet o zidentyfikowaniu 500 celów na Białorusi i tym, że „wiemy, gdzie jest Łukaszenka”.
Reakcja Mińska była dwuetapowa – najpierw eskalacyjna retoryka, potem wyraźna deeskalacja. Łukaszenka odpowiedział w ostrym tonie na ukraińskie wzmianki o celach na Białorusi. Powiedział m.in., że Ukraina może mieć 500 celów, ale „my mamy jeden bardzo poważny cel o precyzyjnych współrzędnych” – co interpretowano jako groźbę pod adresem Zełenskiego lub ukraińskiego dowództwa.
24 czerwca Zełenski ogłosił – powołując się na dane wywiadu i straży granicznej -, że od 22 czerwca przekaźniki na Białorusi przestały działać. Ukraina potwierdziła spadek aktywności dronów z tego kierunku. Nie wiadomo dokładnie, czy sprzęt zdemontowano, czy tylko wyłączono – czy też Zełeński został zmusozny do deeskalacji.
Dodatkowo Białoruś przeprowadziła rutynowe ćwiczenia mobilizacyjne (np. w Grodnie na przełomie czerwca), które Mińsk określał jako standardowe i niezwiązane z eskalacją.
Rosja potępiła ultimatum Zełenskiego jako „agresywne groźby” i ingerencję w suwerenność Białorusi.
Zełeński prawdopodobnie sam deeskalował naciśnięty przez sojuszników i własnych generałów przeciwnych otwieraniu białoruskiego frontu
Od 2022 roku znaczna część ukraińskich sił i zasobów jest „związana” na północnej granicy z Białorusią — właśnie na wypadek otwarcia drugiego frontu. Generałowie (w tym dowództwo pod Syrskim) wielokrotnie podkreślali, jak kosztowne jest utrzymywanie tej obrony. Przerzucanie doświadczonych jednostek z Donbasu na północ tylko po to, żeby walczyć z Białorusią i rosyjskimi siłami na jej terytorium, byłoby dla nich koszmarem.
Stany Zjednoczone i większość krajów NATO od początku wojny powtarzają, że nie chcą „szerszej wojny”. Uderzenie Ukrainy w infrastrukturę na terytorium Białorusi niesie ryzyko: rosyjskiej odpowiedzi, komplikacji z dostawami broni , presji na NATO (jeśli Rosja uzna to za pretekst do większej eskalacji).
Wynik wygląda na deeskalację kontrolowaną
The post Zełeński chce otworzyć białoruski front? appeared first on Goniec.