Rząd i medialne instytucje kontynuują sianie strachu wśród Polaków, zapewne chcąc ich w ten sposób zmanipulować do zaangażowania się w poparcie dla Ukrainy i ukrofilskiej polityki rządu. TVP Lublin poinformowało o przerwaniu programu na żywo i przeniesieniu pracowników do schronu, ponieważ na terenie Ukrainy – jak niezmiennie od lat – uderzyły rosyjskie pociski.
Wojenne straszenie rządu przybiera na sile. Mieszkańcy wschodnich województw otrzymują alerty RCB ostrzegające o rosyjskich nalotach na Ukrainę, choć Polski one nie dotyczą. Teraz paranoja poszła dalej – w lubelskim oddziale reżimowej telewizji przerwano program i poinformowano o przeniesieniu pracowników do schronu z powodu rosyjskiego ostrzału Ukrainy.
– Szanowni Państwo, musimy na chwilkę przerwać program, ponieważ dostaliśmy alert, a w Lublinie wyją syreny, więc teraz musimy ewakuować się do naszego schronu podziemnego – powiedział pracownik lubelskiego oddziału reżimówki.
– Proszę zachować spokój. Mamy nadzieję, że niedługo do państwa wrócimy. Teraz musimy oddać antenę na sprawy ważniejsze – przekonywał.
Następnie wyemitowano państwowe ostrzeżenia o „zagrożeniu z powietrza”.
Należy przypomnieć, że od początku inwazji Rosji na Ukrainę nie stwierdzono żadnego uderzenia rosyjskich pocisków w terytorium Polski. W rosyjskich bombardowaniach Ukrainy też nic się nie zmieniło. Mieliśmy natomiast potwierdzone ukraińskie uderzenie zakończone śmiercią Polaków w Przewodowie – które próbowano najpierw obrócić odpowiedzialność rosyjską, a potem przemilczeć – oraz wielokrotne zatrzymania Ukraińców pracujących dla obcych służb.
– Jesteśmy już z powrotem. To był alert. Dostaliśmy go na telefon, wyły też syreny za oknem. Potraktowaliśmy go poważnie. Mamy nadzieję, że państwo również to zrobili. Sytuacja jest, jaka jest; nie jest to nic przyjemnego. Zachowaliśmy spokój. Wszystkie procedury zostały zachowane – przekonywał po odwołaniu niepotrzebnego alarmu pracownik reżimówki.
– Nasłuchujcie, drodzy państwo, właśnie takich komunikatów. Sprawdzajcie to, co się dzieje zarówno w Internecie, w radiu, jak i w telewizji. Sytuacja, doskonale wiemy, jest dynamiczna i jest troszkę napięta, więc bierzcie takie komunikaty poważnie, tak jak my to dzisiaj zrobiliśmy. Nikomu nic się nie stało, wszyscy zachowali spokój, a teraz wracamy, drodzy państwo, już do programu – kontynuował.
Media przekonują o „potwierdzonych atakach” obok granicy z Polską. Co ważne – nie jest to terytorium RP.
Ppłk Jacek Goryszewski w rozmowie z „Wirtualną Polską” przekonywał, że „przekazanie sygnałów do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o możliwym zagrożeniu z powietrza” nastąpiło z powodu tego, że „po raz kolejny w bezpośredniej styczności z naszą granicą operowały drony”. Ale nie jest to nic nowego, a wcześniej tych niepotrzebnych alarmów w tonie paniki nie ogłaszano.
Zachowanie i postawy polityków oraz reżimowej telewizji wpisują się w nasiloną od kilku tygodni narrację strachu. Można domniemywać, że rząd w ten sposób chce zmienić nastawienie opinii społecznej na proukraińskie, „angażując w wojnę” mieszkańców wschodnich województw.
Niewykluczone też, jak twierdzą niektórzy z komentatorów, że rozdmuchiwane rzekome zagrożenie zostanie wykorzystane jako pretekst do tego, by przedłużyć kadencję rządu i odwołać wybory. Jak będzie faktycznie – dowiemy się wszyscy w niedalekiej już przyszłości.
Artykuł Nowy poziom siania paniki wojennej. Pracownicy reżimówki uciekli do schronów. „Mamy nadzieję, że potraktowaliście to poważnie” [VIDEO] pochodzi z serwisu NCZAS.INFO.