Wzrost miejsc pracy w sektorze publicznym to nie sukces. To problem

Kanada od lat chwali się „rekordowym tworzeniem miejsc pracy”. Problem w tym, że coraz większa część tych miejsc powstaje nie w firmach, które generują bogactwo, tylko w sektorze publicznym – a zwłaszcza w administracji. To nie jest powód do zadowolenia. To sygnał ostrzegawczy.

Dane Statistics Canada, analizowane m.in. przez Fraser Institute, pokazują wyraźny trend. W latach 2015–2024/2025 zatrudnienie w sektorze publicznym wzrosło o 27–29 proc. W sektorze prywatnym (wraz z samozatrudnieniem) – o 13–15 proc. Publiczny sektor rósł więc niemal dwa razy szybciej. Jego udział w całkowitym zatrudnieniu podniósł się z około 19,5–19,7 proc. do 21,5–21,8 proc. W niektórych prowincjach Atlantyku zbliża się już do 30 proc.

Szczególnie niepokojący jest wzrost w samej administracji publicznej. To nie pielęgniarki ani nauczyciele, tylko biurokracja – ministerstwa, agencje, urzędy. Od 2015 roku przybyło ponad 328 tys. stanowisk w administracji. To niemal jedna trzecia całego przyrostu miejsc pracy w sektorze publicznym i około 10 proc. wszystkich nowych miejsc pracy w Kanadzie. Administracja rosła średnio o 3–3,5 proc. rocznie – wyraźnie szybciej niż prywatny sektor.

Dlaczego to nie jest powód do radości?

Po pierwsze, sektor publiczny nie finansuje się sam. Płace, emerytury i świadczenia urzędników pochodzą z podatków płaconych przez firmy i pracowników sektora prywatnego. Im więcej osób zatrudnia państwo, tym większe obciążenie dla tych, którzy realnie tworzą wartość dodaną. Gdy prywatny sektor rośnie wolniej, baza podatkowa nie nadąża za wydatkami. Efekt? Albo wyższe podatki, albo większe deficyty i dług, który i tak kiedyś trzeba spłacić.

Po drugie, rośnie ryzyko „wypychania” (crowding out). Państwo, oferując stabilność, lepsze warunki i mniejszą presję na efektywność, ściąga pracowników z firm. Prywatny pracodawca musi konkurować nie tylko o klientów, ale i o ludzi z budżetem finansowanym przymusem. W dłuższym okresie osłabia to produktywność całej gospodarki.

Po trzecie, wzrost administracji rzadko idzie w parze z poprawą jakości usług. Kanada ma przecież problemy z kolejkami do lekarzy, opóźnieniami w sądach czy biurokratycznymi barierami dla firm. Więcej urzędników nie automatycznie oznacza lepsze państwo. Często oznacza tylko droższe państwo.

W 2026 roku widać pewną korektę – w czerwcu i lipcu sektor publiczny tracił miejsca pracy, a prywatny i samozatrudnienie rosły. To jednak na razie korekta po latach ekspansji, a nie zmiana kierunku. Udział sektora publicznego wciąż jest wyraźnie wyższy niż przed pandemią.

Prawdziwy sukces gospodarczy mierzy się nie liczbą stanowisk w ministerstwach, tylko zdolnością prywatnych firm do tworzenia miejsc pracy, inwestycji i wzrostu produktywności. Gdy administracja rośnie szybciej niż sektor, który ją utrzymuje, to nie jest powód do dumy. To sygnał, że model staje się coraz mniej zrównoważony.

The post Wzrost miejsc pracy w sektorze publicznym to nie sukces. To problem appeared first on Goniec.

Może Ci się spodobać